(patrz analogia skoro masz konto w
| WBK, jak robisz przelew elektroniczny wystarczy zrobic wydruk i
| zautoryzowac taki wydruk w oddziale).


no i to chce caly czas naswietlic :) skoro kupiles cos na allegro to wlasnie
"podpisales" umowe po co podpisywac druga raz jeszcze.

A co do tego artykulu 12 i & w nim zawartych to akurat nie ma nic wspolnego
z tematem bo ja zrozumialem to tak ze kupujacy chce miec jakis dowod (na te
5 lat uslugi) zawarcia tej transakcji kupna/sprzedazy (co jest logiczne). A
nikt nigdzie nie pisal ze bedzie sie domagal odszkodowania od allegro w
razie nie wykonania umowy. W takim wypadku bedzie mogl dochodzic roszczen
np. sadzie.


· 

mo na wystawi wrak na Allegro z cen minimaln 2400 z . Jak uda si
sprzeda to fajnie. A jak nie to wtedy mo na sprzeda za mniejsz kwot ale
masz dow d w postaci wydruk w z Allegro, e za wycenion przez nich kwot
nikt tego nie kupi.
Faktur z Allegro wy lij do ubezpieczyciela, eby j zrefundowa .

pozdrawiam

2400 to wartosc pozostalosci tj. motocykla w stanie obecnym, rozbitym.
Ty dostaniesz r znice czyli 11200-2400.
Mozesz sprobowac dogadac sie z firma, zeby znalezli Ci kupca a jesli nie,
to mozesz go sprzedac we wlasnym zakresie powiedzmy za 1500 zl.
Potem dajesz im umowe kupna/sprzedazy i doplacaja Ci jeszcze r znice.
Najlepiej powiedz, ze sprzedasz go im za 100 zl a Tobie niech wyplaca
11.100 zl :-)

Wydaje mi sie nie powinienes miec problemow se sprzedaniem rozbitego
motocykla.
Ostatnio znjamomy mial podobny przypadek, sprzedal od reki i byl
zadowolony.

Powodzenia




| Podsumowując - żeby bezpiecznie księgowac zakupy z allegro na
| podstawie wydruku i przelewu, trzeba uzyskaźć wiążącą interpretację i
| obalić
| ją w WSA/NSA (bo zakładam że będzie negatywna).

A na ryczałcie, bez VAT potrzebne mu to czegoś?
Żeby mógł udowodnic, ze nie ukradł?


Dokladnie. Chce byc czysty jak lza, a przeciez nie bede kazdego prosil o
umowe kupna sprzedazy. Zreszta wiele osob nawet nie odpowiada jak pytam czy
podpisza umowe. Jakby wydruk aukcji + wydruk przelewu bylby dokumentem
wystarczajacym, to cieszylbym sie niezmiernie :) Wiadomo, ze na ryczalcie do
ksiazki sie tego nie wpisuje, ale dokumenty zakupowe trzeba miec. Chociazby
wlasnie po to, zeby nie miec problemow z ew. legalnoscia towaru (paserstwo).

MarkX




| PodsumowujÂąc - Âżeby bezpiecznie ksiĂŞgowac zakupy z allegro na
| podstawie wydruku i przelewu, trzeba uzyskaŸÌ wi¹¿¹c¹ interpretacjê i
| obaliĂŚ
| jÂą w WSA/NSA (bo zakÂładam Âże bĂŞdzie negatywna).

| A na ryczaÂłcie, bez VAT potrzebne mu to czegoÂś?
| ÂŻeby mógÂł udowodnic, ze nie ukradÂł?

Dokladnie. Chce byc czysty jak lza, a przeciez nie bede kazdego prosil o
umowe kupna sprzedazy. Zreszta wiele osob nawet nie odpowiada jak pytam czy
podpisza umowe. Jakby wydruk aukcji + wydruk przelewu bylby dokumentem
wystarczajacym, to cieszylbym sie niezmiernie :) Wiadomo, ze na ryczalcie do
ksiazki sie tego nie wpisuje, ale dokumenty zakupowe trzeba miec. Chociazby
wlasnie po to, zeby nie miec problemow z ew. legalnoscia towaru (paserstwo).


Co do ryczałtu to nie wiem, zobacz w ustawie czy są jakieś konkretne wymogi
co do tych dowodów zakupu. Jesli nie ma, to *IMVHO* wydruki aukcji+przelewy
są zupełnie wystarczające


· 


| Kupuje coś na Allegro. Sprzedawca nie chce, albo nie może wystawić
| faktury.
| Czy mogę to wrzucić w koszty na podstawie dowodu wewnętrznego i
| wskazania
| personaliów sprzedawcy? Przy transakcjach powyżej 1000 zł zakładam, że
| opłacę podatek od czynności cywilno prawnych.

| Raczej na podstawie wydruku zakończonej aukcji z allegro niż dowodu
| wewnętrznego.

No tak, to też i przelew.
Czy ktoś ma podstawę prawną albo doświadczenia z obrony takiego kosztu
podczas kontroli skarbowej?


A czemu uważasz, że trzeba go bronić?
Co najwyżej do obrony jest przeznaczenie takiego kosztu, sam fakt jego
poniesienia jest dostatecznie w ten sposób udokumentowany - przyczepić się
nie ma do czego.
Taki wydruk to potwierdzenie zawarcia umowy kupna-sprzedaży przez sieć.


----- Original Message -----

Sent: Tuesday, March 04, 2003 12:31 AM
Subject: Sprzedaż części Adobe Design Collection -- można?

| Witam,

| Zastanawiam się nad możliwością sprzedaży Illustratora, który przyszedł
| w pudełku z ADC. Czy taki "numer" jest legalny (względem prawa
| polskiego, co na to może powiedzieć BSA)?

z informacji jakie posiadam, w umowie licencyjnej jest punk w ktorym
stwierdza sie ze mozna odsprzedac poszczegolne czesci Adobe Collection


No wlasnie jedynym dokumentem mogacym blokowac lub nie sprzedaz czesci pakietu
jest licencja na ktora jakoby wyraza sie zgode w chwili zakupu. Jezeli licencja nie
zabrania lub czesci pakietu nie sa oznaczone jako NFR (Not For Resale - nie do
odsprzedazy) lub Not Resale Separately (nie do odsprzedazy osobno) albo cokolwiek w
tym stylu, to jak najbardziej mozna odsprzedac. Do tego pewnie Adobe wymaga
przeniesienia rejestracji (jesli byla ona dokonana) - odpowiednie formularze powinny
byc na stronie Adobe. No i co by do konca bylo git to ewentualna umowa kupna
sprzedazy powinna byc zamarkowana w US i sprzedawca winien odprowadzic z tego
tytulu podatek, ale to juz w zasadzie odbiorcy nie obchodzi (z tego co sie orientuje).

Z innej bajki. Nawiazujac do wypowiedzi Marka W.  Tez mam soft bez faktury z tytulu
betatestowania. Mam go nawet bez wydrukowanej licencji i bez oryginalnego nosnika,
bo program pobieram z serwera po wpisaniu mojego kodu rejestracji.  I co na to US lub
BSA? Ktos wie?

Pozdr.
HenJ


O ile moge zrozumiec Twoja niecheć do licencji, to chcialem zauważyć, że
należy udokumentować wszystkie operacje cywilno-prawne.


to nie moja niechec do licencji (mam wszystko oplacone) a nichec do
robienia z ludzi kretynow, aby program byl "Legalny" musi by legalnie
uzyskany, w jaki sposob to sie wykaze to jest sprawa drugorzedna i nie
musi to byc zadna z rzeczy wymienionych przez borland czy microsoft.

Ma to

zastosowanie i do oprogramowania i do np. samochodow. Jak ktos nie ma
umowy kupna-sprzedazy, FV lub czegokolwiek innego, to moze zachodzic
podejzenie ze towar pochodzi z nielegalnego zrodla. Nie chodzi o to czy
dana osoba popelnila przestepstwo (wchodzac w posiadanie dobra w sposob
nielegalny) tylko ze te dobro pochodzi z nielegalnego zrodla.

Oryginalna plytke to ja sobie moge dac do wytloczenia, dalej do nadruku
i co? tez mam oryginal?


no firma ktora by wytloczyla TObie taka plyte szybko by dzialalnosc
zakonczyla. Idac tym rozumowaniem, mozesz sobei wydrukowac kazdy dokument.

P.


O VATcie to oczywiście możesz zapomnieć ale przecież masz dowód
poniesienia wydatku - pokwitowanie z banku. Nie widzę powodów, żeby tego
nie ujmować w kosztach.


Nie wydaje mi sie, zeby to wystarczylo. Kazdy by wplacal pieniazki do brata
na konto, pisal, ze to za drukarke i robil sobie w ten sposob koszty. Wedlug
mnie bez umowy kupna/sprzedazy sam wydruk z wplaty jest nic nie warty dla
fiskusa.


Gdy kupuje uzywany samochod od 'jedomoscia' to oprocz papierku
'umowa kupna-sprzedazy' musze miec jeszcze cos innego aby zarejestrowac
autko czy nie;
gdzies slyszalem ze jest wymagany jakis dodatkowy paier [nawet nie wiem co
to jest]


Druk PCC1, formularz deklaracji w sprawie podatku od czynnosci
cywilno-prawnych, w tym wypadku 2%. Mozesz go dostac w US lub sciagnac z
sieci i wydrukowac. Musi byc podpisany przes kupujacego i sprzedajacego.


Aby móc zarejestrować samochód jako współwłasność musi być
min.2 współwłaścicieli. To rozumiem. Ale na standardowej umowie kupna/
sprzedaży jest miejsce tylko dla jednego kupującego. Czy jest
inny wzór umowy dla kupna na współwłasność?


sciągnij sobie, zeskanuj, przepisz umowę i zrób miejsce na wpisanie danych 2
(lub więcej) osób tam gdzie trzeba, potem wydrukuj, np.:

kupujący:
1. dane pierwszego współwłaściciela
2. dane drugiego współwłaściciela

albo na standardowej umowie wpisz dane współwłaścicieli w kolumnach:

imię nazwisko 1        imię nazwisko 2 (współwłaściciel)
adres 1                adres 2
itd. 1                 itd. 2

w moim przypadku do umów w takiej formie nikt w urzędzie nie miał zastrzeżeń.

Mam również  pytanie, czy na takiej umowie musi widnieć podpis obu
właścicieli, czy tylko jednego (którego)?


podpisy obu współwłaścicieli

p.s. standardowa umowa k/s ?? ;)


Witam
Dzieki za odpowiedzi. Chyba jednak wpisze tak ze 400euro dla pewnosci, to i
tak 1000 zanizenia. Wyjezdzam za jakies 3h i mam ostatnie pytanie: czy umowa
kupna sprzedazy , wydrukowana, ze strony http://sysinfo.pl/auto.php
wystarczy czy to tylko przeyklad i mam kupic juz tam w Niemczech?  I wtej
umowie jest sformulowanie "fur einen Sonderpreis (normalen
preis)............................................". Rozumiem ze wpisac
400euro, ale ile w nawiasie wpisac?
   Bede wdzieczny za wszelkie szybkie odpowiedzi bo czas juz mi umyka :)))))

pozdr Przemek Winiarski


Nie wiem co to sa te oznaczenia ale jezeli to oznaczenia formularza do US
czy
 cos podobnego to ma byc jeden i jako sprzedajacy wpisane trzy osoby(fakt,
 ze ciezko to upchac ale jak sie popiesci .... a jak nie to samemu mnozna
wydrukowac co trzeba)


Nie bardzo.... To o czym piszesz to umowa kupna/sprzedaży. Tam trzeba upchać
! A na PCC-tach to tak jak w poście powyżej.

pzdr
Arjano


| Robisz xero i dajesz kupujacemu. Twoje OC jest wazne 30 dni. 14 dni jest
na
| zalatwienie spraw przez kupujacego w US. A ty musisz miec oryginal
polisy bo
| jest to podstawa do wyplacenia Ci nadplaty polisy (pomniejszonej o te 30
| dni)

Niekoniecznie oryginał. Ja przy sprzedaży auta dałem kupującemy oryginał
polisy
a do ubezpieczyciela wysłałem kopię umowy sprzedaży i prośbę o przelanie
kasy z
polisy na moje konto. Nie było żadnych problemów. Jestem tylko ciekawy,
jak
zareaguje policjant, który przy kontroli dostanie ksero w łapki. Ja bym
się
zdenerwował, bo ksero nie jest dokumentem. A po co ubezpieczycielowi
oryginał
dokumentu? Czyżby miał taki bajzel w firmie i nie wie, że to auto zostało
tam
ubezpieczone?

Pozdrawiam


Dokładnie, ja przy sprzedaży oddałem oryginał nabywcy a do PZU zaniosłem
podstemplowaną przez wydz. kom. umowę kupna sprzedaży (najpierw trzeba
wyrejestrować auto), dostałem zwrot kasy do ręki i wydruk z informacją o
przebiegu ubezpieczenia. Polisę lepiej zostawić kupującemu żeby nie miał
potem problemów.

Remek



Slyszeliscie?

Od poczatku stycznia zmienily sie w US zasady rejestracji umow
kupna/sprzedazy pojazdow. Obecnie aby zarejestrowac taka umowe jest 14 dni,
a trzeba miec oprocz imienia i nazwiska sprzedajacego takze jego NIP, PESEL
oraz imie jego OJCA!!!!

Pogielo, normalnie pogielo...


E, teraz nie trzeba rejestrowac zadnej umowy w US.
Wystarczy zlozyc wypelniony druczek podpisany przez sprzedajacego
i kupujacego i zaplacic podatek.

taki druczek mozna sobie sciagnac na przyklad z WWW ministerstwa
finansow, wydrukowac, wypelnic, zrobic ksero i zaniesc do US.

Nie wiem tylko po co te dane osobowe na druczku, skoro maja je juz
przeciez na deklaracjach NIP.

--w



PCC 1 plus ew zalaczniki


I jeszcze sprzedajacy musi sie podpisac na tym PCC 1
btw sam sie o to pytalem jakies 1.5m-ca temu:
"Zarówno druki PCC1, jak i załącznik PCC1/A oraz formularze umowy
kupna-sprzedaży Znajdziesz na http://www.caravaning.klub.prv.pl w dziale
<do ściągnięcia
Umowę wydrukuj w dwuch egzemplarzach, druki PCC1 w jednym (4 kartki) to
jest tylko dla kupującego."

co jest jeszcze potrzebne oprucz umowy kupna/sprzedazy samochodu
jakis pit ?? do odprowadzenia podatku za kupno samochodu :-)

Prosil bym o pomoc :-)


dokladnie pit, druk PCC-1. Dostaniesz go w skarbowym albo mozna pociagnac z
netu i wydrukowac


1 wariant: Niech Ci Żona podaruje przed wyjazdem swoja część (moze
wystąpić
konieczność zapłaty podatku od darowizny)
2 wariant: Dobra Żona ;))) przed wyjazdem udziela pełnomocnictwa swojemu
Mężowi do swobodnego dysponowania (i sprzedaży w jej imieniu)
jakiegokolwiek
majątku :))))  ;-))))) ... .


A najprościej wydrukuj sobie umowę kupna sprzedaży auta z zostawionym
miejscem na wpisanie danych nabywcy i niech się żona zawczasu podpisze
(najlepiej zebys mial ze 2-3 egzemplarze). To samo z druczkami PCC-1 i
PCC-1A dla skarbówki i po sprawie. Po co chodzić po urzędach i załatwiać
jakieś cuda?? Ja mialem współwłasność auta i tak właśnie je sprzedawałem -
mając podpisane przez współwłaściciela niejako in-blanco umowę i PCC.

Pozdrawiam
eXt


| 1 wariant: Niech Ci Żona podaruje przed wyjazdem swoja część (moze
wystąpić
| konieczność zapłaty podatku od darowizny)
| 2 wariant: Dobra Żona ;))) przed wyjazdem udziela pełnomocnictwa swojemu
| Mężowi do swobodnego dysponowania (i sprzedaży w jej imieniu)
jakiegokolwiek
| majątku :))))  ;-))))) ... .
A najprościej wydrukuj sobie umowę kupna sprzedaży auta z zostawionym
miejscem na wpisanie danych nabywcy i niech się żona zawczasu podpisze
(najlepiej zebys mial ze 2-3 egzemplarze). To samo z druczkami PCC-1 i
PCC-1A dla skarbówki i po sprawie. Po co chodzić po urzędach i załatwiać
jakieś cuda?? Ja mialem współwłasność auta i tak właśnie je sprzedawałem -
mając podpisane przez współwłaściciela niejako in-blanco umowę i PCC.

Pozdrawiam
eXt


Tak też można, ja sprzedałem samochód po śmierci ojca, bez przeprowadzania
całej procedury spadkowej i rejestracji.


witam
zna ktos adres skad moge wydrukowac sobie umowa kupna-sprzedazy samochodu
?
jutro chce kupic a zorientowalem sie ze niemam umowy :/


np. to: http://www.autogielda.com.pl/umowa.htm
tylko jeszcze są jakieś świstki w US - nie znam szczegułów, bo ostatnie auto
3 lata temu qpowałem....

BTW - ładne są czerwone, świeżo malowane auta - co ? ;)))
BTW2 - naprawdę znasz Świerka ?

Pzdr !



zna ktos adres skad moge wydrukowac sobie umowa kupna-sprzedazy samochodu ?
jutro chce kupic a zorientowalem sie ze niemam umowy :/


Umowa to nic - mozecie na kartce spisac ze obywatel X, zamieszkaly
w Y, legitymujacy sie dowodem nr sprzedaje obywatelowi M itd,
auto marka model, nr rejestracyjny.
Wiecej nic nie trzeba, choc na wszelki wypadek warto
dodac przebieg, oswaidczenie o braku zastawow, potwierdzenie
przyjecia gotowki i zawolac zone sprzedawcy jako swiadka.

Za to do urzedu skarbowego lec po PCC1 i z instrukcja sie zapoznaj,
bo potem bedziesz szukal sprzedawcy.

J.



Hmmm... ale do czyjego domu? Do potencjalnego nabywcy czy do mnie? Bo
ja na giełdę mam jakieś 120km. Nie mam nic do załatwienia formalności
np. w domu swoim czy klienta tylko czy naprawdę często tak się te
formalności załatwia?
Bo ja w kwestii sprzedaży/zakupu auta jestem nieco... jakby to
powiedzieć... zielony ;]


Weź z soba wszelkie dokumenty.Ks. serwisowa, f-re zakupu pojazdu(xero) i
inne dokumenty ktore masz od samochodu.Dowod rej, karte pojazdu,ubezpiecznie
OC(wazne) ;)
Wydrukuj sobie kilka egzemplarzy umowy kupna-sprzedazy. Powinno wystarczyc.
Uwazaj na tzw. "łapaczy" przed gielda.Handlarze poluja  na niczego nie
swiadomych ludzi takich jak ty ktorzy sa nie obeznani z tematem. Zaproponuja
ci niska cene za auto liczac ze klient a noz sie zlapie i z checia beda
chcieli dobic targu.
Mozesz sie na to zdecydowac jesli potrzebujesz auto szybko sprzedac. Jesli
nie ma duzego cisnienia na sprzedaz pojazdu to wystaw realna cene jaka
chcesz dostac za auto i tyle.
Transakcje najlepiej zalatw u siebie w domu. Przywieziesz kupca, na
spokojnie siadziecie napiszecie umowe, przeliczysz kase.
Juz minely czasy ze na gieldzie dobijano transakcji.

Pani Mariolu. Nie bardzo rozumiem, o co Pani chodzi. Raz Pani pisze do Pani Ireny, że chętnie Pani się z nia spotka, a natępnie znów pani ma jakieś pretensję i występuje Pani w roli mecenasa Pana Adma. Już wróciłam z imienin kliknęłam i znów jakieś zawirowania na forum. Aby raz na zawsze zaknąć sprawę podkreślę, żę w umowie kupna sprzedaży psa zalconej przez ZKP i wydrukowanej w psie jest wyrażnie powiedziane, że hodowca nie odpowiada za wady zgryzu, a szczególnie u buldożków. Jest to rasa krzyżówkowa u której zawsze mogą wyjść jakieś wady atawistyczne. Niech Pani się cieszy, że ma Pani zdrowego psa bez nużycy, padaczki i innych przypadłości. A ponadto radzę jechać na wystawę, aby sędzia osądził, czy Pani pies nie nadaje się do hodowli. Opowiem Pani pewną historię. Pani Artz z Holandii, właścicielka Pantoufla kupiła z hodowli fancuskiej psa Samuel le sourire doux. W dobrej wierze pojechała do doświadczonego hodowcy i sędziego w Holandii aby pochwalić się swoim nowym psiaczkiem. Tenże doświadczony powszechnie szanowany hodowca stwerdził, że pies nie nadaje się do hodowli i ma mnóstwo wad. Pani Artz była uparta i pojechała z nim na wystawę. Jak się póżniej okazało ten pies wygrał nietylko dwie wystawy światowe, ale takżekilka euopejskich. Proponuję aby ani spotkała się z Ireną, w celu wyjaśnienia sobie pwnych spraw, bez niepotrzebych świadków i emocji. Zyczę powodzenia. Pozdrawiam Krystyna Zbrozińska Sobczak

Jeśli jeszcze ktoś z posiadaczy buldożków zagląda na to forum, to proszę o zgłoszenie reklamacji. odnośnie zakupu szczenięcia z wadami, lub chorego. Panie Adamie pana upór jest nie do pokonania. Jeszcze raz powtarzam. Mogę mieć różne wady, ale nigdy ie kłamię i napewno jestem uczciwa. Jeśli chodzi o klub BF, to sam pan pisaL, że nie chciałam go bo Pan zdyskwalifikowałby mojego peta {zdobywceów przez wiele lat w Polsce i nie tylko}.Jak można jakiekolwiek piękne stworzonko nazwać petem? A teraz sprawa pucharu. Do tej pory nie rozliczył się Pan za niego i nie przedstawił Pan rachunków. Puchar jest u mnie, oczym an dobrze wie. Nie byłam n ostatniej wystawie w Opolu, powody Pan zna. Mógł Pan przyjechać i go zabrać. Nie zrobił Pan tego, aby módz nadal bezkarnie mnie oczerniać. Jeszcze raz przypominam proszę mnie nie obrażać. Ostatnio oczernia Pan nawet Pana Romana, a to dusza nie człowiek. Jeszcze ostatnia uwaga umowa kupna sprzedaży psa, była wydrukowana w czasopiśmie Pies ok 2 lat temu. Jeśli ktoś nie wierzy to proszę przewertować dwa ostatnie roczniki, lub napisać do Zarządu Głwnego ZKP z prośbą o nadesłanie jej. Chciałam dobrze, ale nie wyszło. Przykro mi. Pozdrawiam wszystkich

mnie zatrzymali policjanci jak jechalem moim R420SDi na Słowacje z francuskimi blachami,
kontrola miała miejsce o 2 nad ranem w Poznaniu
Dałem mu francuski dowód, polskie OC

Zrobił

zapytał czy mam prawko, powiedziałem, że mam
a on mi oddał papiery i dziękuje, szerokiej drogi

cała europe przejechałem na francuskich blachach + 2 miechy w Anglii

żeby uniknąc wysokiego ubezpieczenia w UK (które wykupuje się na kierowce a nie na pojazd), zrobiłem aparatem cyfrowym zdjęcie dokumentów (dowód, umowa kupna/sprzedazy),
zdjęcia wysłałem mailem do Polski do mojego ojca, który wydrukował je na zwykłej drukarce atramentowej, udał się z tym do PZU i ubezpieczył mi fure na miecha, na tak zwany zjazd do Polski, papierek wsadził w koperte i wysłał poleconym do UK.

więc wydaje mi się, że jak wykupisz OC na fure to możesz ją spokojnie jechać, nawet jakby był to anglik (od niedawna jest nawet możliwość zarejestrowania angola w Polsce, ale to na ściśle określonych warunkach)

pozdrawiam
W.

Przerabialem temat 4 miesiace temu.
Kupilem dla brata zony Landrovera Freelandera, ktory mial zostac przystosowany w Polsce do ruchu prawostronnego.
Samochod kupilem na okolo miesiac przed planowanym wyjazdem do Polski. Byl bez taxu i ubezpieczenia.
Po okolo dwoch tygodniach otrzymalem logbook na moje nazwisko, nie kupowalem road taxu - samochod stal na parkingu pod domem, nie byl uzywany, natomiast w Norwich Union kupilem ubezpieczenie krotkoterminowe na 4 dni, ktore mnie kosztowalo okolo 40 funtow - obejmujace kraju UE. Przed zakupem w tej firmie sprawdzilem kilkanascie ofert w internecie, oferta NU byla mozliwie najrozsadniejsza.
Norwich nie przesyla dokumentow krotkoterminowych poczta, po dokonaniu platnosci nalezy je wydrukowac - sa przesylane na email kupujacego, wydruk jest w 3 lub czterech jezykach.

Jest tylko jeden problem - aby kupic ubezpieczenie z NU nalezy byc rezydentem w UK, poniewaz w trakcie procedury zakupu wystepuje pytanie o numer kierowcy - jest on nadawany wraz prawem jazdy i nie zmnienia sie przez cale zycie.

Przed wyjazdem do Polski z logbooka wycialem odcinek informujacy DVLA iz samochod bedzie wyeksportowany zagranice, reszta logboka zostaje dla nowego wlasciciela w Polsce.
W Polsce sporzadzilem umowe kupna - sprzedazy z nowym wlascicielem - po polsku, ktory po przerobieniu samochodu niedawno otrzymal tzw. miekki dowod rejestracyjny.

Nie bylo zadnych problemow od momentu kupna w UK do momentu rejestracji w Polsce

Moim zdanie to za bardzo nic po tym pisemku... Skonsultuj sprawę z mamą i zapoznajcie się z regulacjami prawnymi dotyczącymi umów kupna - sprzedaży aut używanych od osób, firm, zajmujących się "zawodowo" handlem aut. Masz rok gwarancji. Treść ogłoszenia wydrukuj i notarialnie potwierdź z osobą mającą prawo reprezentować firmę lub właściciela.
... i po co takie pisma
Wszystko na ten temat.

Od siebie życzę zakupu bezproblemowego egzemplarza w super stanie, czyli za Odrą - żarcik, w Polsce też można trafić na dobre auto, ale trudniej niż w DE.

Pozdrawiam.

Wydrukuj te wszystkie posty i idź tam na szkolenie i rozdaj wszystkim lub choćby wydrukuj adres www tego forum i wręcz po kartce. Ta działalność to oszustwo. Będziesz musiał oszukiwać ludzi. Np zaniesiesz odkurzacz i zostawisz do testów w zamian za parawkę pod umową kupna sprzedaży i biedaka twój szef obciąży kwotą 5000.
To jest wałek. Nie jest to żaden sprzęt medyczny, a zwykły odkurzacz za 100-200 dolarów z chin. Zwróć uwagę, że warunkiem odmowy przyjęcia zwrotu będzie używanie go, a ty jako domokrążca już używanego po prezentacjach pozostawisz do testów. To jest wkręcenie klienta.
Oby ci kiedyś nie obili mordy albo nie dźgnęli igłą z hivem :-)

1
Witam, mam pytanie,
na ryczałcie w jaki sposób mam przedstawić rzeczywistą cenę zakupu z SERWISU AUKCYJNEGO ( dowód zakupu ZALICYTOWANIE) czy wystarczy sam wydruk za ile zalicytowałem dany przedmiot ?
Kupuje na allegro i sprzedaje na allegro, jak rozliczyć się US ??
Czy miało by to wyglądać (umowa kupna sprzedaży ) ?
Rozchodzi się o artykuły z przedziału cenowego [100zł - 2000zł]
PROSZĘ O PODPOWIEDŹ

Istniejący Klub to organ ZKWP a ten, o którym mowa - potrzebny i wciąż odległy to organizacja przy Związku tylko afiliowana. Patrząc jak np SSV (Klub w Niemczech) wyznacza standardy, nadzoruje rozwój hodowli, organizuje wystawy i inne imprezy, wydaje klubowe tytuły championów (podwójna zabawa).... ech szkoda gadać...

Powracam do sprawy petycji i wymogów hodowlanych. Wszystkim zainteresowanym a zabieganym, proponujemy ściągnięcie i wydrukowanie wzoru, podpisanie zeskanowanie i przesłanie na argo@szwajcar.eu - złożymy zbiorowo z listą w Związku. Mamy już koło dziesięciu takich petycji!
Głupio na kolejnych wystawach zagranicznych tłumaczyć się, że w Polsce nie są wymagane badania, ale mądrzy hodowcy ich nie zaniedbują.... żal tłumaczyć, że białe niedźwiedzie po ulicach nie chodzą..... można poprostu poprawić standardy!
Miałem ostatnio w rękach niemiecką umowę kupna sprzedaży szczeniaka. Był w niej punkt o wpłacie kaucji 150 Euro dla Klubu Rasy na wypadek gdyby nabywca nie zrobił badań psu do końca 24 miesiąca życia ( klauzula o przeznaczeniu w takim wypadku pieniędzy na promocję racjonalnej hodowli). No comments.

On Thu, 8 Feb 2007, WOMAX wrote:

[quote]Ot, dziura taka.

I to jest konkretna odpowiedz i rzeczowe wyjaśnienie.
Bardziej odpowiada mi zarejestrowanie śródlądowej łódki jako "jachtu
morskiego" niż jako jednostki do "połowu ryb".
[/quote]
"Kutry rybackie" są rejestrowane dość masowo, a to z papierami morskimi -
to taka dywagacja. Nie wiem, na ile skuteczna.

[quote]Kogoś chętnie nastawionego wprost nazwałbym zboczeńcem.

A nie legalistą...
[/quote]
Nie. Legalista to co innego.

[quote]Wracając do tematu. Zorientuję się jakie warunki trzeba spełnić aby
zarejestrować łódkę na POL i jeśli to będzie możliwe dokonam stosownej
rejestracji.
[/quote]
Umowa kupna/sprzedaży lub faktura, dokument (choćby wydruk z WWW albo
ksero z katalogu Saleckiego) z wymiarami jachtu lub świadectwo od
inspektora - wszystko. W przypadku jachtu importowanego zaświadczenie z
USu, że nie musisz płacić VATu (ot, takie kretyństwo, ale wymagają).

[quote]A swoją drogą to wspaniałe przepisy powstają w naszym pięknym kraju.
[/quote]
Przez te przepisy jest on mniej piękny, niż mógłby być.

--
***********Jacek Kijewski, jacek@sail-ho.pl z odwiecznym (since 1995) mottem: *
"Kazda dostatecznie rozwinieta technologia niczym
szczegolnym nie rozni sie od magii" Linux admin
Portal żeglarski: http://www.sail-ho.pl
************************************* Support Open Source: http://www.rwo.pl *

z aukcji:
"nakład max 60 000 szt"
jeśli będzie 60 500 to mozna nie wpłacić kasy bo przedmiot transakcji nie spełnia warunków umowy kupna - sprzedaży
to tak w razie czego jakby ktoś chciał kupic a potem wyofac sie z transakcji
polecam zarchiwizować aukcje bo pewnie do tego czasu nie bedzie dostępna


Bardzo mądre posunięcie.
Ew. można wydrukować na pamiątkę ile zapłaciliśmy.
Co do ceny to przesadzona znacznie , ok 100%

z aukcji:
"nakład max 60 000 szt"
jeśli będzie 60 500 to mozna nie wpłacić kasy bo przedmiot transakcji nie spełnia warunków umowy kupna - sprzedaży
to tak w razie czego jakby ktoś chciał kupic a potem wyofac sie z transakcji
polecam zarchiwizować aukcje bo pewnie do tego czasu nie bedzie dostępna


Bardzo mądre posunięcie.
Ew. można wydrukować na pamiątkę ile zapłaciliśmy.
Co do ceny to przesadzona znacznie , ok 100%

Zacznijmy od tego ze nie ma czegos takiego jak "umowy kupna - sprzedaży" badzimy poprawni terminologicznie chodzi o umowe sprzedazy! Ja rozumiem ze komus moze sie to kojarzyc z empitio - venditio ze starozytnego Rzymu, ale to nie te czasy... Nie uwazam zeby zmiana nakladu byla podstawa do zadania zwrotu swiadczenia, gdyz przedmiotem umowy nie jest de facto naklad a numizmat danej emisji. Biorac pod uwage linie orzecznicza, szczerze watpie zeby sad znal taka zmiane nakladu jak podstawe do odstapienia od umowy. Nie popadajmy w paranoje...

kazdy hodowca ma swoje wersje umowy, w zaleznosci od szczeniaka czy miotu. kupujacy czy wspolwlasciciel musi miec mozliwosc zapoznania sie z umowa przed podjeciem decyzji. obecnie najczesciej wysyla sie je netem. zapytaj hodowcow o ich przykladowe umowy warunku czy kupna sprzedazy.

raczej wersji gdzie nabywca przywozi mi umowe do podpisania sobie nie wyobrazam. no chyba ze wydrukowal to, co mu wczesniej wyslalam..

kazdy hodowca ma swoje wersje umowy, w zaleznosci od szczeniaka czy miotu. kupujacy czy wspolwlasciciel musi miec mozliwosc zapoznania sie z umowa przed podjeciem decyzji. obecnie najczesciej wysyla sie je netem. zapytaj hodowcow o ich przykladowe umowy warunku czy kupna sprzedazy.

raczej wersji gdzie nabywca przywozi mi umowe do podpisania sobie nie wyobrazam. no chyba ze wydrukowal to, co mu wczesniej wyslalam..


to badz gotowa bo zjawie sie u ciebie z moja wlasna umowa i odstapisz mi swojego psa na moich warunkach tak sie dopina interesow.

postrzelać fotek na różnych ustawieniach i najlepiej, żeby było widać na nich czasami sprzedającego. Przyda się w razie reklamacji.

he, he no fakt, przyda się do kompletu - umowa kupna/sprzedaży już wydrukowana.

lampy nie mam, szkła nie mam, aku już naładowane o ile sie nie myle to 6sztuk wchodzi do gripa. sprzedający dysponuje wspomnianą Tokiną, manualnym Nikkorem 50 i coś tam chyba jeszcze.

Czy taka umowa jest dobra, nie brakuje jej czegoś?


może udostępni mi kompa zobaczymy jak to wszysyko będzie, mam nadzieję że wrócę z d200 pod pachą

Dziś na wystawie Wiatr i Woda w Warszawie, którą zaszczyciło swoją obecnością 6 sterników naszej Klasy "ŻAGLE 500" wraz z załogami uzgodniony został termin pierwszych regat o Puchar "ŻAGLI" w Augustowie. Regaty rozegrane zostaną w dniach 02 - 03.05.2008.
Nasz medialny Patron miesięcznik "ŻAGLE" przekaże nalepki sponsorskie i ufunduje puchary oraz wydrukuje sprawozdanie z regat.
Przed brama wjazdową zobaczyliśmy czerwonego Wigraszka dla Janka, który od jutra ostro zabierze się za jego okuwanie. Spotkaliśmy także kolegów ze Szczecina, którzy nie obiecali ale postarają się zrobić LG na pierwsze regaty ponieważ "stare" jachty uległy umowie kupna sprzedaży i nie mają ich do dyspozycji.

Witam wszystkich po mojej nieobecnosci na forum widze ze troche sie przez ten czas pozmianialo.. I u mnie tez. doszedlem do wniosku ze rejestruje MZ na siebie i w zwiazku z tym bylem dzisiaj z kolega (ja MZ on CZ) na przegladzie.. I chce tutaj dostarczyc informacji tym ktorzy nie wiedza jak sie do tego przygotowac. Wiec pisze po kolei co u mnie sprawdzali:
-numery ramy
-wszystkie światła (postojowe, drogowe, mijania, stop, kierunki)
-opony (chociaz kolega mial jedna wybulona i tez przeszedl )
- czy nic nie cieknie
-sygnal dzwiekowy
-i hamulce.. u kolegi diagnosta tylko siadl na moto, wcisnal hamulec i probowal przepchac moto, a mi kazali wjechac na takie rolki jak w hamowni, wlaczyli je i kazali mi hamowac

aha jeszcze jedna sprawa ktora mnie meczyla od jakiegos czasu.. i musze Ci William powiedziec ze sie myliles ;p nie trzeba miec tablicy rejestracyjnej zeby przejsc przeglad przynajmiej u mnie tak bylo.. cala procedura roznila sie tym ze nie dostalem pieczatki do dowodu rejestracyjnego tylko taki wydruk z kompa (ZASWIADCZENIE O PRZEPROWADZONYM BADANIU TECHNICZNYM) i tam mam wpisane ze jest brak tablic. Diagnosta mi mowil, ze jesli na umowie kupna-sprzedazy tez sie napisze ze tablice zaginely to nie bedzie zadnych problemow.. A tym czasem szykuje mi sie wielki wydarzenie - zarejestrowanie moto na siebie aha jeszcze.. pytalem sie o ubezpieczenie to powiedziano mi ze cena bedzie ok 50-60zł bez zadnych znizek, czyli raczej niewiele..

i to tyle z mojej strony

ale mam do Was jeszcze jedno pytanie.. Czy moge zarejestrowac moto na siebie, jesli nie mam ukonczonych 18 lat?? Nie chce wspolwlascicielstwa tylko miec na siebie. Da rade??

Witam.
Nosze się z zamiarem założenia formy jednoosobowej do handlu przez internet.
Ale po ostatniej wizycie u Doradcu Podatkowego mam mętlik w głowie. Pani doradca nie znała sie na sprawie i nie pomogła mi za wiele. Dlatego licze, ze tutaj mi pomożecie.
Teraz konkrety...Jestem juz zatrudniony w jednej z firm i chciałbym założyć działalność i prowadzic firmę żeby dorobić sobie, a jak interes się rozkręci zwolnie sie z zakładu i zajme się tylko firmą. W tej chwili odpada mi ZUS i będę musiał tylko zapłacić składkę zdrowotną.
Jak wspomniałem wcześniej chcę założyć sklepik internetowy i sprzedawac używane artykuły RTV i AGD. Wiem juz napewno, ze musze mieć na te artykuły od poczatku kase fiskalną. Chciałbym rozliczać się w podatku ryczałtowym 3%. Dowiedziałem się juz jakie PKD -47.91 "Sprzedaż detaliczna prowadzona przez domy sprzedaży wysyłkowej lub internet". Czy przy tym PKD moge się rozliczać w podatku ryczałtowym 3%?
Inny problem dotyczy zakupu towarów od osób prywatnych poza granicami kraju. Naprzykład nabyłem towar do 1000zł od osoby prywatnej na ebayu. Czy musze mieć na ten produkt umowę kupna-sprzedaży? Czy poprostu wystarczy sam wydruk z zakończenia aukcji? Chodzi mi o dokument w razie kontroli, wiem ze trzeba takie dokumenty trzymać przez 5 lat. Na poczatek to tyle pytań. Może jest ktoś, z kim mógłbym porozmawiać telefonicznie lub poprze email o mojej firmie? Oczywiscie jestem w stanie odwdzieczyć się.
pozdrawiam Tomasz G.

a jak to wyglada w sytuacji zakupu przez internet gdzie sprzedajacy nie prowadzi DG, nie wystawia faktury VAT, nie wystawia rachunkow oraz nie ma mozliwosci spisania z nim umowy kupna/sprzedazy, czy wystarczy wydrukowac strone potwierdzenia zaplaty i zakonczenia transakcji, czy Urzad Skarbowy to zaakceptuje jako moj dowod zakupu?
Wielkot, bardzo bym prosil o twoja wypowiedz rozwniez

Witam,
potrzebuję informacji jakie akty prawne regulują przepisy mówiące, iż aukcja internetowa jest umową kupna-sprzedaży...Interesują mnie zarówno artykuły kodeksu jak również konkretne wyroki sądów (uzasadnienia) oraz punkty regulaminu allegro czy ebay..Interesujący dla mnie jest również fakt czy wydruk potwierdzający wygranie aukcji można nazwać umową !!!!
pozdrawiam serdecznie

wlosi nie daja blach, tylko ten smieszny kartonik, ktory jest Twoja rejestracja (ja sobie wydrukowalem na bialej kartce i przyklilem w miejsce blach) w dokumentach masz waznosc tego karttonika. najwazniejszy jest przeglad i ubezpieczenie, ale musisz pamietac ze masz chyba 7 dni oplate celna, a jak zrobisz preglad to wbija Ci date.
pzdr

aha, tylko jaka pojemnosc ma to coupe?? jezeli do 2litrow - wplacznie, to placisz akcyze 3,1% wartosci, a jezeli ponad, czyli jak to jest 2,7 to placisz 13,6%. i to nie jest ta wartosc na umowie kupna - sprzedazy, tylko biora z EuroTaxu

O to mi właśnie chodziło. Natomiast druga rzecz: Jak to wygląda w systemie
ratalnym? Dzwoniłem dzisiaj do przedstawiciela ,,Żagla'' i dowiedziałem
się,
że w moim przypadku, jeżeli klient chce na przykład zamówić u mnie
komputer
na raty, to gotówka na moje konto wpłynie z banku dopiero dnia
jedenastego.
Powodem podobno jest możliwość odstąpienia od umowy kredytowej. Czy w
takim
razie - rozwiązanie umowy kredytowej jest równoważne z rozwiązaniem umowy
między mną a klientem o sprzedaż komputera? Bo jeżeli tak - to co ja -
jako
sprzedawca - mam zrobić? Klient składa zamówienie, idę do ,,Żagla'',
klient
dostaje akceptację i podpisuje on z Żaglem umowę. W tym momencie ja
zaczynam
swoją działkę - jadę do hurtowni - wydaję pieniądze firmy na części,
składam
komputer i daję klientowi. On po kilku dniach rozmyśla się i odstępuje od
umowy kredytowej. Co następuje dalej?


Komplikujesz sobie życie, zmień system ratalny powiem ci jak u mnie to jest.
Wchodzi do sklepu przed południem klient z zamiarem kupna na raty, sadzam go
na krześle i w przypadku braku przeciwwskazań podpisuję umowę online z
Lukasem ( przez internet ), wydaję wydrukowane umowy, podpisy i umawiam się
z klientem na odbiór kompa na następny dzień, w tym czasie serwer lukasa
zajmuje się przelewem a ja jadę po towar jeśli go nie mam lub zamawiam.
Następnego dnia pieniądze są na moim koncie a klient odbiera towar. Jeśli ta
sytuacja występuje po południu należy dodać jeden dzień na przelew (sesje).
Jeśli sprzęt odebrał i chce odstąpić od umowy nie ma problemu dla sklepu bo
wszystko załatwia w banku ( wpłata całej kwoty kredytu może jeszcze
pozostałe koszty związane z przygotowaniem umowy).
Jedenaście dni to czekałem na przelew ratalny w moim banku który padł 8-10
lat temu (to chyba nie była wina systemu ratalnego, a banku) to przesada w
dzisiejszych czasach ;-))))))))))
Dodam jeszcze ze dostaję pewien % od umów Lukasa niewiele ale pozwala
utrzymać stałe łącze więc wszyscy są zadowoleni (wielu stałych klientów
Lukasa przy 2 lub 3 kredycie ma nawet dodatkowy 2-3 % rabat od kredytu). Ja
w historii podpisałem umowy z kilkoma bankami a w praktyce preferuję jeden
Pozdrowienia Andrzej


to wszystko jest chore, przeciez moge zadzwonic do prezesa firmy i

dzwonic
mozna a wysylac ofert nie


żebyś się nie ździwił :)
cytuję: "Posłużenie się telefonem, wizjofonem, telefaksem, pocztą
elektroniczną,
     automatycznym urządzeniem wywołującym lub innym środkiem komunikacji
     elektronicznej w celu złożenia propozycji zawarcia umowy może nastąpić
     wyłącznie za uprzednią zgodą konsumenta".

jeżeli więc dzwonisz aby coś sprzedać (jakby nie było chęć zawarcia
umowy kupna-sprzedaży), musisz mieć na to zgodę konsumenta.

oto podstawa prawna,
źródło: Ustawa z dnia 18 lipca 2002 r.
o świadczeniu usług drogą elektroniczną

Art. 27.
W ustawie z dnia 2 marca 2000 r. o ochronie niektórych praw konsumentów oraz
o odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny (Dz.U.
Nr
22, poz. 271) w art. 6:
1) ust. 1 otrzymuje brzmienie:
  "1. Umowy zawierane z konsumentem bez jednoczesnej obecności obu stron,
przy
     wykorzystaniu środków porozumiewania się na odległość, w szczególności
     drukowanego lub elektronicznego formularza zamówienia niezaadresowanego
     lub zaadresowanego, listu seryjnego w postaci drukowanej lub
     elektronicznej, reklamy prasowej z wydrukowanym formularzem zamówienia,
     reklamy w postaci elektronicznej, katalogu, telefonu, telefaksu, radia,
     telewizji, automatycznego urządzenia wywołującego, wizjofonu,
wideotekstu,
     poczty elektronicznej lub innych środków komunikacji elektronicznej w
     rozumieniu ustawy z dnia ... o świadczeniu usług drogą elektroniczną
     (Dz.U. ..., poz. ...), są umowami na odległość, jeżeli kontrahentem
     konsumenta jest przedsiębiorca, który w taki sposób zorganizował swoją
     działalność.";
2) ust. 3 otrzymuje brzmienie:
   "3. Posłużenie się telefonem, wizjofonem, telefaksem, pocztą
elektroniczną,
     automatycznym urządzeniem wywołującym lub innym środkiem komunikacji
     elektronicznej w celu złożenia propozycji zawarcia umowy może nastąpić
     wyłącznie za uprzednią zgodą konsumenta.".


Witam!

Znalazlem w necie autko(w Berlinie) i umowilem sie po odbior w srodku
tygodnia. Auto kupuje od osoby prywatnej, wiec Ona wiele mi nie pomoze.


Dlaczego nie pomoze jeszcze nie spotkalem sie z niemcem ktory by nie pomogl,
oczywiscie chodzi o prywatny zakup... to raczej w autohausach nie sa zbytnio
pomocni...

Co

bedzie mi potrzebne przy zakupie? Gdzie powinieniem sie udac ( w Berlinie)
po tablice? Jakie dokumenty powinienem otrzymac od sprzedajacego? Czy
pomoze

przez
sprzedajacego?


Musisz spisac umowe kupna sprzedazy , wziasc briew i wymeldowanie auta i
wszystko wystarczy ci do kupienia czerwonych blach, oczywiscie jezeli auto
ma wazny TUV lub AU. Jezeli auto jest niewymeldowane to niemiec i tak musi
jechac na zulassung, w berlinie jest ich duzo, ale tylko jeden na Ferdinad
Schultze strasse 55 wydaje czerwone tablice, wiec jezeli masz niedaleko
mozesz poprosic niemca zeby tam wlasnie wymeldowal swoje auto bo moze to
zrobic w kazdym zulassungu i masz problem dojazdu z glowy, oczywiscie
pozniej musisz go odwiezc...

Czy mozna gdzies w necie znalezc druk przykladowej umowy w j. Niemieckim?

http://www.mobile.de/_pdf/kaufvertrag.pdf  zazwyczaj niemcy maja wydrukowane
umowy...

Po auto jade sam.. ale w Polsce bedzie ono  zarejestrowane na

mnie i na ojca.. czy w zw. z tym, umowa kupna/sprzedazy  powinna byc

A
jezeli bedzie rowniez ojciec, to czy nie beda chcieli, zeby on byl rowniez
na miejscu przy odbiorze tablic(W Berlinie)? Z góry wielkie dzieki za
wszelkie podpowiedzi..


Mozesz spisac na siebie i na ojca, to nie robi zadnej roznicy umowe najwyzej
sprawdza ci na granicy ale i to malo prawdopodobne... w urzedzie niemieckim
nikt na umowe nie bedzie zwracal uwagi wazne ze masz brief i wymeldowanie..
a i jak niemiec bedzie wymeldowywal auto to idz razem z nim do urzednika i
powinien odrazu ci zrobic czerwone tablice, oszczedzi ci to stania znow w
kolejce (choc to i tak maks 1 godzina lacznie ze zrobieniem tablic), chyba
ze niemiec juz wymeldowal wczesniej auto...

pzdr
Jelcyn

Ps. jakbys mial jakies watpliwosci to dzwon 601727860... chetnie pomoge...


witam
zna ktos adres skad moge wydrukowac sobie umowa kupna-sprzedazy samochodu ?
jutro chce kupic a zorientowalem sie ze niemam umowy :/
Pozdrawiam
Vilk

Witam
Dla niektórych kolegów czytających ten post pytania to być może banalne ale
dla mnie to pierwsze zetknięcie z tematem i pewnie jedyne na następnych
wiele lat, więc wole poznać temat coby mnie po zakupie jakaś niemiła
niespodzianka nie spotkała. Oczywiście już troche poczytałem ale chcę się
upewnić że wiedza jaką zebrałem jest kompletna na ten czas bo część postów
które znajduję jest aktualna a część pisana kilka lat temu.

Do rzeczy zatem: mam zamiar zakupić auto sprowadzone z Włoch. Poprawcie mnie
jeśli się myle co do wymaganych opłat oraz dokumentów niezbędnych do
rejestracji samochodu w Polsce - dokumentów, które mam otrzymać od
sprzedającego:
- DR oryginalny oraz jego tłumaczenie
- zaświadczenie o wyrejestrowaniu pojazdu + tłumaczenie
- umowa kupna/sprzedaży zawarta pomiędzy obecnym posiadaczem a właścicielem
auta we Włoszech - oryginał oraz tłumaczona
- poświadczenie opłacenia akcyzy przez mojego sprzedającego
- dokument VAT25 (opłacony VAT UE?)
- do tego sprzedający wystawi mi oczywiście fakturę
- opłatę recyklingową opłacam sam (750zł).

Sprzedający porusza się obecnie tym samochodem na numerach włoskich
wyglądających na zwyczajnie wydrukowane i naklejone na jakiś karton czy
cuś - czyli domyślam się że autko przyjechało na lawecie a te tablice to
taka jego inwencja twórcza :)
Samochód był już na "przeglądzie przed sprzadażą" w ASO w Polsce i nic
niepokojącego nie znaleziono zarówno jesli chodzi o stronę mechaniczną jak i
elektronikę (czysta pamięć usterek).

Jeśli warto zwrócić uwagę na jeszcze coś od strony formalnej to będe bardzo
wdzięczny za podpowiedzi.

Pozdrawiam
Łukasz


| Wydrukuj sobie kilka egzemplarzy umowy kupna-sprzedazy. Powinno wystarczyc.


Proponuję również zabrać PITy z urzędu skarbowego dotyczące podatku od
czynności cywilno-prawnych czyli umowy kupna-sprzedaży. Teraz one obowiazują.


Oczywiscie za transport musisz placic, gdyz cena jest wydrukowana na bilecie
i zawierasz umowe kupna - sprzedazy placac za bilet.

Regulamin TPSA jest nieodzowna czescia umowy ktora podpisales i sprawdz na
umowie czy aby nie podpisales ze go czytales

Jasne, za bilet miesieczny placisz kwartalnie ale dostajesz go do reki i
jesli odpowiada ci 90zl to sie decydujesz, a jesli nie to nie. Zawierasz
umowe lub nie, jak sobie zyczysz.
Podstawa prawna jest, postaram sie jej poszukac, ale jesli Waszym jedynym
komentarzem jest "jaka podstawa prawna?" to chyba dyskusja bez sensu, bo
jaka jest podstawa prawna NOM-u?

Pozdrawiam


| moja znajoma pani Prezez stegoz sadu powiedziala ze samam oddali
wszystkie
| sprawy NOM poniewaz:
| - nikt nie podpisywal umowy o swiadczenie uslug przez NOM, a ze
udostepnili
| cos takiego to ich sprawa

   Czyli za transport ZTM też nie muszę płacić? Bo przecież nic nie
podpisywałem, a jak chcą, to niech jeżdżą.

| - nikt nie dostal cennika uslug, ktory jest nieodzowny, a opublikowany w
| prasie nie ma zadnej mocy prawnej

   Czyli TPSA wystawia rachunki nielegalnie? Bo cennika mi nie
dostarczyli.

| - po trzecie, zgodnie z prawem nie mozna wystawic rachunku za swiadczone
| uslugi w okresie dluzszym niz 30dni, ani nie mozna wystawic rachunku
| zbiorczego za kilka miesiecy

   Jaka podstawa prawna? Za bilet autobusowy płacę przecież kwartalnie.

| - poza tym mozna skarzyc TP. SA za udostepnienie danych osobowy firmie
NOM

   Moża. Kto pierwszy?

Ogólnie mówiąc te argumenty są dość mocno naciągane. Może jakieś
podstawy prawne?

Artur




Oczywiscie za transport musisz placic, gdyz cena jest wydrukowana na bilecie
i zawierasz umowe kupna - sprzedazy placac za bilet.


Jest jeszcze ciekawiej - zajmując miejsce w środku transportowym zawierasz umowę
przewozową.

Oczywiscie ze bedziesz mial problemy.... Ja podpisalem z synem a ojciec byl wlascieciel i (...) zbita, mialem auto a sie nie dalo zarejestrowac. Rozmawiajac hipotetycznie powiem Ci, ze w innym kraju w innym ustroju politycznym doradzilbym Ci podrobic podpis.

No to Cię zrobili w ...
Brat kupił auto od sąsiada właściciela który mieszkał ulicę dalej i bez problemu zarejestrował auto, nigdzie się nie czepiali.
To tak samo jakbyś kupił auto w komisie - umowę kupna/sprzedaży spisujesz w właścicielem komisu, a nie ze starym właścicielem ... a dokumenty są jeszcze na starego właściciela a nie osobę z komisu ...
Wiele aut sprowadzonych i sprzedawanych w Polsce ma umowy kupna/sprzedaży takie, że nowy nabywca - Polak, podpisuje umowę Kupna/Sprzedaży wypisaną już przez "byłego właściciela - Niemca" (który przeważnie nie istnieje)... A i tak bez problemu przechodzą rejestrację ...

Umowa może być podpisana z byle kim, w Niemczech jest taka zasada, że właścicielem auta jest ten, kto posiada Farzugbrief (w Polsce zwany Brief'em - po polsku - karta pojazdu) oraz Kfz-Schein (Dowód rejstracyjny) wraz z dowodem wymeldowania - pieczątka w dowodzie, albo osobny świstek zwący się Abmeldebescheinigung (wymeldowanie/wyrejestrowanie auta).
Umowę kupna/sprzedaży dwujęzyczną (stąd ściągnij i wydrukuj sobie - http://www.admoto.pl/poradniki/?p=umowaksplde - mi bez problemu w Urzędzie Miasta uznali taką bez tłumaczenia)
Umowę możesz spisać z kimś z rodziny, lub z kim chcesz, ale najlepiej by ta osoba istniała, należy wpisać nr dowodu osobistego sprzedającego, jego adres zamieszkania itd. Możesz też sporządzić umowę "ze zmarłym" z datą kiedy on jeszcze żył. Ale wg mnie najlepiej sporządzić umowę z "żyjącą" osobą ...

Sutek niezgody

Afera wokół nowej książki brazylijskiego pisarza Paulo Coelho. Poszło o sutek na okładce. Rzekomo gorszący.

Zauważyłem ten billboard kilka dni temu jadąc tramwajem. Całkiem podobny do tego, który prezentuje gazeta.pl. Pierwsza myśl - autor specjalnie umieścił czarny kwadrat na sutku, ma to pewnie związek z treścią książki. W życiu by mi przez myśl nie przeszło, że okładkę ocenzurowano.

Tymczasem w środę okazało się, że reklama z kobiecym sutkiem była zbyt odważna na autobusy. Dlatego fragment piersi zamalowano. Magda Malejczyk z wydawnictwa "Drzewo Babel" wyjaśniła:

Zasugerowano nam zmianę reklamy, gdyż w tej postaci - z nagim sutkiem - prawdopodobnie nie mogłaby pojawić się na miejskich autobusach, którymi zarządza Miejski Zakład Autobusowy w Warszawie.

Pomysł podsunęła należąca do Agory, wydawcy "Gazety Wyborczej", firma outdoorowa AMS. Malejczyk stwierdziła:

W AMS powiedziano nam, że autobusy na 100 procent nie przejdą w MZA, a billboardy też lepiej zakleić. Padła propozycja, abyśmy zmienili reklamę. ale zdecydowaliśmy jedynie o zaklejeniu sutka kwadracikiem, bo jest to forma puszczenia oka do osób, które wiedzą, co to "cenzura".

Rzecznik AMS Dorota Berezowska dodała:

To nie była autocenzura tylko próba wskazania, że formę reklamy należałoby przemyśleć, bo może wywołać protesty. Mamy takie doświadczenia ze współpracy z MZA, które wskazują, że mogliby ją odrzucić. Zgodnie z umową MZA może odrzucić naszą reklamę jeśli jest ona sprzeczna z dobrymi obyczajami. (...) Mamy takie społeczeństwo jakie mamy.

Coś jednak w przedstawionych wyżej wypowiedziach nie pasuje do siebie. Bo MZA działa tylko na terenie aglomeracji warszawskiej, a o pruderyjności innych operatorów komunikacji miejskiej nie ma w wypowiedziach rzecznika AMS mowy. Dlaczego więc czarny kwadrat pojawił się w całym kraju? Także na billboardach. Wydrukowanie dwóch wersji byłoby za drogie? Wątpię.

Zastanowiłbym się dłużej nad tym puszczeniem oka do osób, które wiedzą, co to "cenzura". Bo czytelnicy Coelho (przeciwnika kapitalizmu i dawnego miłośnika czarnej magii) to w większości ludzie o liberalnych poglądach, wyzwoleni, których sutek na pewno by nie zbulwersował. Osoby te zwykle wiedzą, co to "cenzura", bo nie lubią aktualnej władzy. Czarny kwadrat tylko zachęci ich do kupna książki.

Biorąc to wszystko pod uwagę warto zastanowić się, czy całe zamieszanie nie jest tylko elementem strategii marketingowej, który ma nakręcić sprzedaż "Czarownicy z Portobello".

nie robia na wyspach umowy kupna-sprzedazy, ale jak poprosisz to zrobia.. a jak nie masz, to wydrukuj sobie, podpisz sie lewa reka za poprzedniego wlasciciela i tyle :)

jak to wydrukuj sobie?i co tak zwyczajnie napisac jak w polsce umowa kupna sprzedazy?oczywiscie po angielsku

Mam ubezpieczenie w Samopomocy i jest tam napisane kiedy 2 rata i jaka kwota. Ok kwitek nie zajmuje duzo miejsca pod warunkiem ze sie go zaplacilo w banku, poczcie, w oddziale. A co ma zrobic jak zaplacilem rate przelewem z netu? Czy wydrukowane potwierdzenie przelewu bedzie wazne ? Czy trzeba gdzies je uprawomocnic ?


Wiadomo, masz prawo zrobić przelew z neta. I nie musisz mieć potwierdzenia.

Spędziłem trochę czasu w ubezpieczalniach i się dowiadywałem jak to jest. Umowa jak jest na 12miesięcy to jest na 12miesięcy i tu nie ma dyskusji. Takiej umowy nie można wypowiedzieć w czasie jej trwania, chyba że się sprzedało samochód. Jeżeli się jednak nie wypowie umowa przechodzi na następnego właściciela pojazdu i trwa do końca tak jak się ją zawarło. Jeżeli kupującemu nie podoba się to w jakiej jest firmie, ma on 30dni na wypowiedzenie umowy i musi podpisać umowę w innej ubezpieczalni. Sprzedający w przypadku wypowiedzenia umowy i jeżeli chce siano odzyskać, musi poinformować kupującego o tym fakcie, a najlepiej to zaznaczyć w umowie Kupna-Sprzedaży. Nie jest dopuszczalne, aby samochód był chociaż jeden dzień bez umowy OC, bo Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny może w tym momencie naliczyć za każdy dzień przerwy odpowiednią i to wysoką kare w wysokości ileś tam euro.

Ostatnio było głośno w TV o tych którzy zawierają umowy w necie. I jeżdżą mając jedynie własne wydruki z kompa potwierdzający zawarcie umowy OC. Tu Policja się czepiała tylko dlatego że na takim kwitku nie ma pieczątki. Ale zaznaczyli też że takie umowy OC są ważne, ale żeby nie było problemów przy kontroli to zalecali, aby mimo wszystko starać się od takiej internetowej firmy, aby dosłała jakieś potwierdzenie.

[ Dodano: 2007-04-07, 17:56 ]

Zacząbym od telefonu do sprzedawcy i informacji że sprzedał pojazd z wadą ukrytą. Dużo zależy od tego jak sprzedający do tego podejdzie. Jeśli będzie chciał się dogadać to dobra nasza bo oszczędza to wiele czasu.

Jeśli jednak stwierdzi że wady nie było to oczywiście pozostaje droga sądowa.
Tutaj jest wiele możliwości i do pełnego obrazu potrzebna by była treść umowy, informacja o świadkach którzy uczestniczyli w oględzinach pojazdu, przy podpisywaniu umowy oraz pewne fakty dotyczące samych okoliczności zakupu (czy cena była wyjątkowo niska, czy została znacznie obniżona w stosunku do początkowej itp.)

Jeśli po rozmowie telefonicznej sprzedający odmawia polubownego załatwienia sprawy trzeba wysłać listem poleconym pismo przedprocesowe gdzie będą zawarte:

1) Informację wykrytych wadach które zostały zatajone przez sprzedającego ( o ile tak w rzeczywistości było)
2) Wezwanie obniżenia ceny zakupu lub oświadczenie kupującego o odstąpieniu od umowy kupna- sprzedaży. Jeżli odstępujesz od umowy należy złożyć oświadczenie że pojazd będzie gotowy do wydania w momencie deklaracji sprzedającego że jest gotowy zwrócić cenę zakupu.
3) Wezwać sprzedającego do oględzin motocykla w miejscu gdzie można dokonać pomiaru ramy. W momencie wysłania listu należy zaprzestać korzystania z pojazdu i albo zabezpieczyć go na parkingu np. warsztatu gdzie dokonano pomiaru albo spisać stan licznika przy osobie dokonującej pomiaru. Pojazdu nie można wówczas używać.

Jeśli nie odpowie na ten list można udać się do sądu.
Koszt wpisu sądowego wynosi 5% wartości sporu.

Ważną rolą jest tutaj opinia rzeczoznawcy który będzie ustalał jak mogło dojść do powstania wady i w jakim czasie mogła ona powstać (sprzedający może twierdzić że wada powstała po sprzedaży)

Do celów dowodowych w ew. sprawie:

Nagrywać rozmowę telefoniczną ze sprzedającym. Jeśli się uda to znaleść kopię ogłoszenia o sprzedazy pojazdu (np. wydruk strony z ogłoszenia w allegro). Wszelką korespondencję zbierać a listy tylko poleconymi wysyłać.

Moja prytwatna opinia.

Tego typu sprawy są bardzo trudne (ale nie niemożliwe) do wygrania. Wiele zależy od okoliczności sprawy oraz materiału dowodowego który możemy przedstawić w sądzie.

Ja bym postawił nacisk na rozmowe i próbe znalezienia kompromisu. Niech to będzie podział kosztów, obniżenie ceny itp.
Jeśli facet jest pewnym siebie handlarzem to będzie mieszał w sprawie i efekt będzie taki że moto uziemione (zabezpieczone), koszta wpisu sądowego zamrożone a wygranie sprawy nie pewne.

Pytanie. Czy to jest facet gdzieś z Polski czy z okolicy (jeśli tak to kto to taki)?

Edit:

1
Tak, wpisz na googlach umowa kupna/sprzedazy wydrukuj dwie takie jedna dla ciebie jedna dla kupca

No gdzie was wywialo?

Wiec... Tymcio spi, pralka chodzi, pies na dworze, zmywarka rozpakowana, kuchnia jako-tako, chlop w pracy... Zyc nie umierac Tylko roboty tyle.... No nie wyrabiam. Deszcz leje, moja maruda nie spala dzisiaj ani minuty w ciagu dnia, chyba cos zle robie, zajade sie a pies sie wyprowadzi. Albo ucieknie

Jak pomysle ze do pracy bym miala isc to smiac mi sie chce... Rece i nogi opadaja

Marylka daj troszke wieksze to zdjecie Filipa - ja juz nie najmlodsza i wzrok nie ten, nic nie widze Hmmm, z barierkami to nas tez czeka... A ze maly byl dumny to nic dziwnego, taki wyczyn

Z Polski zawsze wracamy zmeczeni na maxa, ostatni raz bylismy w kwietniu i juz nazbieralo sie spraw wszelakich... Zawsze jakies urzedy, wizyty, teraz chyba jednak sie nie da w takim tempie i tylu rzeczy pozalatwiac co zwykle.

Chcemy w listopadzie na urlop wyskoczyc, MM chce samolotem gdzies poleciec a ja cala w strachu czy ten samolot wytrzyma temperament naszego Tymcia

Moje najnowsze osiagniecie - czyli walka z urzedami-wiatrakami cd.:
W styczniu sie przeprowadzilismy i jeszcze nie przerejestrowalismy samochodow. Dzisiaj podzwonilam po urzedach i potwierdza sie (hehehehe) ze szkopy sa glupie.... Sorki jesli kogos urazilam, ale mam samochod na francuskich numerach i zeby przerejestrowac musze przyniesc zaswiadczenie ze nie zostal ukradziony... Mam umowe kupna-sprzedazy, samochod jest moj od zawsze, we wszystkich mozliwych rubrykach jest moje nazwisko...
Powiedzialam panu ze jednak pojezdze dalej na francuskich numerach bo nie mam pojecia skad mam mu takie cos wytrzasnac, chyba ze sama odrecznie napisze ze nie ukradlam go sama sobie. Moge tez na kompie i wydrukowac potem. Dopiero ta uwaga sklonila go do lekkiego hmmm i mam jutro przyjsc pokazac jakie mam dokumenty.
Rozwalaja mnie te urzedy...

Pozdrawiam, piszta cos kobity....

jak ja sprzedawalem samochod na polskich blachach, sciagnalem i wydrukowalem standardowa umowe kupna sprzedazy i to wystarczylo do wyrejestrowania samochodu w polsce

Rejstracja lodzi zajmie ci jakies 2 dni. Po pierwsze musisz miec umowe kupna-sprzedazy zawierajaca dane lodzi i silnika(marka, model, nr. fabryczny,itd...), w umowie musi byc zapisane ze lodz nie byla rejstrowana w kraju pochodzenia(jesli nie, to zarzadaja zaswiadczenia o wyrejstrowaniu z poprzedniego rejstru!). Jesli nie masz umowy, to masz problem, chyba ze sam sobie napiszesz. Potem musisz przetlumaczyc umowe u tlumacza przysieglego i udac sie do PZMINW na ul. Heyki, wypelnic wniosek o wpis do rejstru oraz uiscic na poczcie oplate za rejstracje(ok. 70zl - nie pamietam dokladnie).Nie musisz oplacac nic w Urzedzie Skarbowym jesli lodz nie przekracza 10m dlugosci. Dowod rejstracyjny do odebrania nastepnego dnia. Przed wybraniem sie do PZMINW zadzwon i dowiedz sie kiedy tam urzeduja, bo czasami zastaniesz zamkniete drzwi.

Jaja zaczna sie przy rejstracji przyczepki. Potrzebne: umowa kupna-sprzedazy przetlumaczona przez tlumacza przysieglego oraz karabin zeby zastrzelic urzednikow w wydziale komunikacji! Na 100% zarzadaja dowodu rejstracyjnego z Angli(ktory nie istnieje, bo w Angli nie prowadza rejstracji przyczepek!) lub zaswiadzczenia o braku takiego dowodu z DVLA(angielski odpowiednik naszego Wydzialu Komunikacji), ktorego DVLA normalnie nie wydaje, bo nie wydaja ZADNYCH zaswiadczen na cos, czego nie maja lub nie mieli w ewidewncji! Nie pomoze tlumaczenie, ze nie istnieja tam dowody rejstracyjne dla przyczepek. Pozostaje zastrzelic urzednika wydzialu komunikacji lub:

a) przedstawic wydrukowany paragraf angielskiej ustawy o ruchu drogowym mowiacej o braku koniecznosci rejstracji przyczepek wraz z tlumaczeniem na polski przez tlumacza przysieglego

b) przedstawic dokument wydany przez wydzial eksportu DVLA o tym ze dana przyczepka(marka, model, nr. nadwozia, itp..) nie byla rejstrowana w Angli z powodu braku koniecznosci jej rejstracji.

Jesli przyczepka jest fabryczna i posiada tabliczke identyfikacyjna z numerem nadwozia to pol biedy(sprawdz czy posiada numery nabite ROWNIEZ na ramie, inaczej upier... cie na przegladzie, jesli nie to nabij je sam przed przegladem byle by byly zgodne z tymi z tabliczki).

Jesli przyczepka jest samorobka z Angli to albo wyzlomoj ja albo zarejstruj jako SAM zbudowany przez ciebie w garazu, ale NIE mow ze byla sprowadzona z Angli bo lezysz na calego!

Powodzenia w wydziale komunikacji! Daj znac jak poszlo. Zygmunt.

Przedewszystkim tez nie ryzykowalbym zakupu w tej chwili Wroclawia i to od osoby ktora ma 6 komentarzy i to od samych sprzedajacych - sama nigdy jeszcze nic nie sprzedawala. Ale na zakup Gdanska i Elblaga sam sie skusilem - od "w miare pewnych" sprzedawcow - potwierdzenia przelewow wydrukowane i wlozone do teczki z umowami kupna sprzedazy ktore od owych sprzedawcow otrzymalem. Jest napewno ryzyko ze emisja sie nie odbedzie i wtedy przez rok zamrozona kasa nie obroce - ale to akurat kilkaset zlotych wiec moge sobie pozwolic na zamrozenie takiech pieniedzy - na gieldzie zamrozilem duzo wiecej i pewno na duzo dluzej hehehehe. Tak wiec jak emisja sie ukaze to to ze niektore zlotka Gdanska jak ktos pisal poszly za 1200 zl to jest problem sprzedawcow - jesli sie okaza niefair i bede chcieli zwrocic pieniadze to ja (nie kupowalem akurat zlotych monet) napewno bym na to nie poszedl tylko domagal sie monety. Ostatnio kupilem zloty Kaliningrad za 2 tys zl od duzego sprzedawcy z Allego - zanim zrobilem przelew z USA to troszke czasu zeszlo - on w miedzyczasie sprzedal wszystkie co posiadal na magazynie a jego dostawca nie chcial mu wiecej tych monet odsprzedac wiec napisal do mnie ze nie ma monety juz na stanie (teraz srednio trzeba zaplacic 200-500 zl drozej) i zapytal czy moze odeslac pieniadze spowrotem czy "wymagam" aby byla to moneta. Oczywiscie interesowala mnie moneta wiec on odkupil ta monete dla mnie za 2500 zl i wyslal ja do mnie. Tak wiec jesli robi sie zakupy u pewnych sprzedawcow to wszystko powinno byc Ok i mysle ze ta seria da duzo zarobic i napewno jeszcze zwieksze zaangazowanie w Kaliningrad oraz Gdansk. Oczywiscie w okazyjnych cenach nad ktorymi czuwa moj Sniper

Witam,

Niedawno zainteresowałem się tematem monet i zamierzam zająć się nimi także jako inwestor. Skala na początek raczj niewielka - maksymalnie kilka tysięcy rocznie.

Ponieważ prowadzę działalnność gospodarczą (płatnik VAT, rozliczenie przez KPiR), chciałbym handlując monetami spełnić konieczne wymogi.

Proszę o następujące informację:

1) Czy możecie podać jakie działalności należy wpisać do ewidencji działalności gospodarczej w odniesieniu do handlu monetami, z uwzględnieniem sprzedaży przez internet (allegro). Najlepiej proszę o podanie konkretnych numerów z klasyfikacji działalności.

2) Czy kupując monety np. na 2 lata lub dłużej mogę sobie w miesiącu nabycia monety od razu odliczyć VAT, mimo że cena zakupu netto stanie się kosztem uzyskania przychodu dopiero w momencie sprzedaży monety? Co z tym vatem jeżeli w międzyczasie zamknę działalnośc?

3) Zakup monet - kupiłem kilka monet przez allegro od osób fizycznych i nie wiem na jakiej podstawie mam je ując w KPiR, tzn na podstawie jakiego dokumentu. Starałem się uzyskac takie informację od profesjonalnej firmy księgowej, i dowiedziałem się że kupując przedmiot (w moim wypadku - moneta jest towarem) od osoby fizycznej, powinnienem podpisac z nią umowę kupna sprzedazy. Wydruk z aukcji nie stanowi takiej umowy. W praktyce podpisywanie takich umów ze sprzedającymi będzie bardzo niepraktyczne lub niemożliwe. Proszę o informację na jakiej podstawie mogę zaksięgować koszt uzyskania przychodu w związku z zakupem monety od osoby fizycznej na allegro, żeby się kontrola skarbowa nie doczepiła).

4) Podatek PCC - czy jeżeli jestem płatnikiem VAT to czy muszę zapłacić PCC od przedmiotów powyżej 1 tys. pln kupionych od osób fizycznych?

5) Sprzedaż moent osobom fizycznym - z tego co się orientuje obrót monetami jest objęty obowiązkiem rejestracji na kasie fiskalnej, bez względu na limit. Czy istnieje możliwość ominięcia tego obowiązku. Poniewaz chce aby to była moje działalność dodatkowa o na razie niewielkiej skali (ale regularna), nie chce wydawać na kasę fiskalną i do tego bawić się potem w wydruki i raporty itp. W mojej normalnej działalności nie używam kasy fiskalnej.

6) Sprzedaż monet płatnikom VAT - czy wystawijąc fakturę VAT odbiorcy nie będącemu osobą fizyczną, w przypadku moent jest obowiązek aby także użyc kasy fiskalnej?

7) Wszelkie inne uwagi i sugestie związane z obowiązkami i regulacjami w tym temacie mile widziane.

Z góry dziękuję za pomoc

Pozdrawiam

Łukasz

Zgodnie z palnem (ale z pewnym poślizgiem) rozmawiałem z kierownikiem referatu Praw Jazdy i Rejestracji Poajzdów UM w Gdyni. To obywatel dobrze zorientowany w temacie.

otóż:
- W nowych dowodach rejestracyjnych nie ma obecnie wpisywanych numerów silnika;
- Sa one jednak wymagane na umowie kupna - sprzedaży.

Numery te są weryfikowane następnie przez ten urząd (miejski bądź powiatowy), w którym chcemy zarejestrować nasz samochód. Jeśli kupione auto jest z terenu innej gminy (miasta), to występuje do odpowiedniego (ze względu na rejestracje) , poprzedniego urzedu .
Nie ma problemu jeżeli te numery, które są w naszej umowie zgadzają się z tymi jakie ma "stary" urząd gdzie auto do tej pory było zarejestrowane.

Jesli natomiast coś się nie zgadza to zaczynają się schody (o których wie Waldek)
Owe schody mogą wynikać z kilku powodów:
- poprzedni właściciel nie zgłośił do urzędu zmiany silnika (spisaliśmy numery silnika, który nie jest zgłoszony - stąd niezgodnosć). W tej sytuacji rozpoczyna się postępowanie administracyjne, wezwanie poprzedniego właściciela, nałozenie na niego kary ( w umowie podał dane niezgodne ze stanem faktycznym)
W ostateczności mozna wytoczyć mu proces o sprzedanie auta z tzw. wadą prawną
- źle odczytalismy numery silnika "3", wydawło się "8" itd

-Rada,
1. żądajmy od sprzedającego poprzedniej umowy kupna w której będzie numer silnika (porównamy wówczas czy ten "stary" zgadza się z aktualnym)
2. jechać na stację diagnostyczną na odczytanie numerów i wydanie zaświadczenia

Jak sie okazuje silnik nie jest traktowany jako częś zamienna (jak np. w Niemcach), numery silnika są odczytywane na każdym przeglądzie.
W programie komputerowym w wydziałach komunikacji są okienka na te numery. Jak się nie wpisze numeru silnika, to program nie zaakceptuje dokumentu i dowód nie bedzie wydrukowany (teraz wszystkie robi Warszawka)

To tyle
Marek

No i jutro finalizuje sprzedaz. Mam wydrukowana umowe kupna-sprzedazy
samochodu. Bedzie go kupowal cudzoziemiec na firme. Czy powinienem uwglednic
to jakos w umowie? Na przyklad przy NIP umiescic REGON? A co z numerem
dowodu osobistego? Czy powinienem zamienic na: nr paszportu? Ponizej jest ta
umowa. Co powinienem zmienic?

.....................................
   (miejscowość i data)

UMOWA KUPNA - SPRZEDAŻY SAMOCHODU

Sprzedający:
Imię........................................................................
Nazwisko....................................................................
Seria i numer dowodu osobistego.............................................
Wydany przez................................................................
Adres zamieszkania..........................................................
NIP.........................................................................

Kupujący:
Imię.........................................................................
Nazwisko.....................................................................
Seria i numer dowodu osobistego .............................................
Wydany przez.................................................................
Adres zamieszkania...........................................................
NIP..........................................................................

Pkt. 1
Przedmiotem umowy jest sprzedaż pojazdu:
marka/model....................rok produkcji....nr silnika...................
nr nadwozia...........nr rejestracyjny.......................................
kolor......przebieg..........................................................
uwagi........................................................................

Pkt. 2
Sprzedający oświadcza, że pojazd będący przedmiotem umowy stanowi jego
własność, jest wolny od wad prawnych oraz praw osób trzecich, że nie stanowi
on również przedmiotu zabezpieczenia.

Pkt. 3
Strony ustaliły wartość przedmiotu umowy na kwotę:...........................
słownie .....................................................................

Pkt. 4
Sprzedający przenosi na rzecz Kupującego własność pojazdu określonego w
punkcie 1 niniejszej umowy za kwotę określoną w punkcie 3 niniejszej umowy,
której otrzymanie Sprzedający kwituje. Kupujący kwituje jednocześnie odbiór
w/w pojazdu.

Pkt. 5
Kupujący oświadcza, że stan techniczny pojazdu jest mu znany.

Pkt. 6
Strony ustaliły, że wszelkiego rodzaju koszty transakcji wynikające z
realizacji ustaleń niniejszej umowy oraz koszty opłaty skarbowej obciążają
kupującego.

Pkt. 7
W sprawach nie uregulowanych w niniejszej umowie zastosowanie mają
obowiązujące w tym zakresie przepisy kodeksu cywilnego.

Pkt. 8
Niniejszą umowę sporządzono w dwóch jednobrzmiących egzemplarzach, po jednym
dla każdej ze stron.

KUPUJĄCY       SPRZEDAJĄCY


Czesc!

Mam do Was kilka zupełnie podstawowych (teoretycznych)
pytań gdyż jestem w tej sprawie całkiem zielony... :-)
Pierwsza sprawa: dokumenty. Kupuję od prywatnej osoby.
Pewnie nie wystarczy dać kase Xtyś zł i otrzymać dowód
rejestracyjny - potrzebna jest jakaś umowa... jaka?


Wzory umow kupna-sprzedazy sa czesto drukowane w czasopismach
motoryzacyjnych. Idz do kiosku, ogladnij kilka i kup ten, w ktorym
jest wydrukowany wzor (najladniejszy :) ).

Czy ktoś mógłby ją naszkicować (wrór)? Czy wystarczą nasze
podpisy czy jeszcze coś? Co jeszcze z dokumentów?


Poprzedni wlasciciel powinien Ci pokazac poprzednia umowe
kupna-sprzedazy (z salonu albo od poprzedniego wlasciciela),
powinien miec dowod rejestracyjny. Sprawdz sobie numery
silnika i nadwozia czy sa zgodne z dowodem rej. Numery sa
wybijane w roznych miejscach, zaleznie od marki samochodu,
wlasciciel powinien Ci pokazac, albo sam sie dowiedz gdzie one
powinny byc, jesli sie nastawiles na kupno konkretnej marki
samochodu (czasopisma fachowe znow). Wylegitymuj wlasciciela,
w umowie trzeba wpisac numery dowodow osobistych stron i ich
dane personalne.
Spisujecie umowe (wlasciwie wypelniacie ja) i podpisujecie obaj.
Potem forsa z reki do reki, kluczyki, dowod rejestracyjny i odjazd.

Po drugie: jak wygląda sprawa przeniesienia rejestracji?
Czy ja, kupujący jeżdżę z tablicami poprzedniego właściciela?
Jak długo? Czy jest obowiązkowy czas po którym muszę
dopełnić jakiś obowiązków rejestracyjnych? Ile to kosztuje?


Masz dwa tygodnie na zalatwienie wszystkich formalnosci:
1) musisz zaplacic podatek od kupna (2% wartosci gieldowej)
2) musisz zarejestrowac samochod (jesli poprzedni wlasciciel
jest z twojego rejonu ubezpieczeniowego, to wystarczy przerejestrowac
na nowego wlasciciela, w innym wypadku procedura sie wydluza:
dostajesz numery probne na miesiac (poprzednie musisz odkrecic i przyniesc
zdac do urzedu) i tzw. "miekki" (tymczasowy) dowod rej.,
w tym czasie urzad sprawdza
twoj samochod i poprzedniego wlasciciela i wyrabia ci nowe tablice
i tzw. "twardy" dowod rej..
Za te formalizmy placi sie kilkadziesiat zlotych, ale nie wiem ile to
teraz wynosi).
3) musisz zaplacic ubezpieczenie obowiazkowej odp. cywilnej OC,
a jak Ci juz dadza twardy dowod rej., uaktualnic OC na nowe numery,
ktore sa zawsze inne od probnych, na ktorych ubezpieczales woz.
4) moja rada - ubezpieczenie AC (AutoCasco) nie zaszkodzi,
wlasnie niedawno padlem ofiara wlamania do samochodu. Szkody
byly znaczne, wieksze niz kosztuje AC dla mojego grata, ale ja
jestem madry dopiero po szkodzie :(

Po trzecie: co z obowiązkowymi ubezpieczeniami i podatkami?
Gdzie i za ile najniższą stawkę na mały samochód? Czy można
wykupić ubezpieczenie na czas krótszy niż cały rok czy nie?
Po czwarte: ...skończyły się pytania, czy o czymś zapomniałem? :-)


Patrz wyzej, nic mi nie przychodzi do glowy. Ja ubezpieczylem
w PZU, znizek nie mam, bo to pierwszy samochod i rejestracja.
Jesli masz w rodzinie kogos, kto ma woz i znizki, dogadaj sie
z nim, zarejestruj na niego. Bedziesz placil mniej OC. Z drugiej
strony jak bedziesz mial wypadek i PZU bedzie placic OC z tytulu
odszkodowania, osoba ta straci znizke.
OC bez znizek na silnik 1.6 jest wysokie (ponad 600pln).
Nie wiem jakie sa zakresy, ale wiem na pewno ze 1600ccm jest
jedna z granic.

No i wreszcie na koniec: co zrobić ze swoim starym złomem?


Wyszpachluj, podrasuj silniczek, doklej spojlery i sprzedaj :)

Czy może próbowac go sprzedać (jest nic nie wart) a ile
kosztuje zezłomowanie trabanta lub malucha? A możeby tak
go gdzieś porzucić bez numerków w krzakach wyrejestrowany
przedtem aby nie kosztował ani grosza? (to był żart!)


Takie postepowanie jest coraz powszechniejsze. Pod moja klatka
schodowa ktos 3 miesiace temu zaparkowal malucha-zloma
i do tej pory stoi. W srodku jakies graty, kapcie-flaki, nikt sie
tym nie interesuje.



| - czy mozna to zrobic na dowolnym komisatiacie policji?
Nie wiem czy komisariaty swiadcza takie uslugi.
I raczej wymagaja obecnosci auta do tego.


Swiadcza i wymagaja obecnosci pojazdu (jesli wyjdzie ze jest kradzione to
maja obowiazek je zabezpieczyc)

Przydatna bywa kopia lub nawet oryginal faktury zakupu albo
dokumentow odprawy celnej.


zwlaszcza w przypadku sprawdzania dokument potwierdzajacy ze jest oplacone
clo w calosci. jesli nie jest oplacone w calosci to odpowiednie sluzby
zwroca sie do Ciebie po te pieniazki (jako aktualnego posiadacza
pojazdu)!!!!

| Z kim trzeba podpisac umowe
| kupna/sprzedazy w przypadku, gdy auto sprzedaje malzenstwo? Z osoba
wpisana
| do dowodu rejestracyjnego, czy tez z obojgiem? A moze nie ma to
znaczenia?
Z osoba wpisana do dowodu. Reszta ma mniejsze znaczenie, choc czasem
mozna sie niepotrzebnie denerwowac - najprosciej niech sie zona jako
swiadek podpisze.


nie jako swiadek. jako wspolwlasciciel. jesli jest wpisana do DR jako drugi
wlasciciel (na ostatniej stronie) to jest to konieczne. wowczas musisz
wypelnic dodatkowo druk PCC 1A

| Mam zamiar wybrac sie z autem do ASO - jakie badania im zlecic? Czy moge
ich
| poprosic o przejrzenie papierow, zeby sprawdzili, czy auto bylo wlasciwie
| eksploatowane i nie utracilo gwarancji?


Mzesz ich poprosic o wszystko :) Ale oczywiscie nie sa w stanie stwierdzic
czy auto bylo eksploatowane wlasciwie. to wie poprzedni wlasciciel. O
gwarancji lub jej braku moga Cie poinformowac. Jesli chodzi o faktury za
naprawy to zasada jest niestety taka (absolutnie nie poparta zadnymi
przepisami zreszta) ze faktury za naprawy wydaja tylko osobie ktora te
naprawy wykonywala. Czyli jak chcesz miec kopie faktur a obecny wlasciciel
ich nie ma to tylko on moze zwrocic sie skutecznie do ASO o ich wydanie.
Chcesz je miec - przypilnuj tego przed zakupem, bo pozniej bedzie trudno.

| Co (oprocz auta :-)) ma mi dac po sprzedazy sprzedajacy? Czytalem, ze
bede
| musial wypelnic jakis druk PCC-1 - czy musi tam byc podpis sprzedajacego?
Tak. Najlepiej od razu wypelnijcie PCC1


Dodatkowo jesli bedzie dwoch sprzedajacych PCC 1A. Druku PCC 1 czy PCC 1A
nie "ma Ci dac sprzedajacy". To Twoja sprawa sie kolo tego zakrecic - mozesz
je sciagnac z sieci i wydrukowac. Podpis sprzedajacego powinien byc na tych
drukach (tak jak i Twoj). Jesli go nie bedzie nie bedzie wielkiej tragedii -
napiszesz w US oswiadczenie ze sprzedajacy mieszka w odleglej miejscowosci
(o ile mieszka...) i ze w zwiazku z tym trudno zdobyc Ci jego podpis. Beda
wtedy kopie Twojego PCC wysylali do niego listownie zeby podpisal.

| Czy potrzebne mi to bedzie do rejestracji auta, czy tez moge przed
| wypelnieniem PCC-1 zaplacic podatek i zarejestrowac auto z dowodem
wplaty?
Mozesz.


?!?  Co takiego? :) Nie mozesz oczywiscie! Podatek placi sie NA PODSTAWIE
druku PCC 1. Zeby zaplacic podatek musisz miec umowe i wypelniony druk PCC
:) Nie musisz sie spieszyc - na oplacenie PCC masz 14 dni od zakupu, na
przerejestrowanie 30 dni.

pzdr
aska


2. Spójrz na Swoje zdanie "Za swoje niedoświadczenie i błędy się płaci i nie
widzę powodu, dla którego grafik miałby te opłaty ponosić, a klient już nie
musi."  - i zastanów się, czy jest ono prawdziwe i logiczne... A gdy twórcą
jest architekt, a zleceniodawcą szary człowieczek, który chce wybudować
dom - pierwszy i jedyny w swoim życiu... Na czym on ma się uczyć? Kiedy? Czy
taki architekt ma prawo niedoinformować klienta, że planowany przez niego
zakup działki i późniejsze wybudowanie tam domu nie jest możliwe, bo...
Klient nie wie, że jest potrzebny plan zagospodarowania przestrzennego,
jakieś zgody, zezwolenia - on się do niego zgłosił jako do uczciwego
fachowca, żeby ten pilotował zakup danej działki, wszystko sprawdził i
zaprojektował dom...


czekaj czekaj :) chyba sie troche rozpedziles ;)
do ARCHITEKTA to idziesz po PROJEKT domu - czyli zbior wydrukow+opis+kosztorys jakie materialy trzeba kupic i gdzie one powinny byc (jaki material na sciany, jakie okna, gdzie okna, itp), zeby zbudowac dom w ktorym bedzie mozna zamieszkac
a to czy cegly beda klasc z lewej do prawej czy z prawej do lewej - to juz jest sprawa WYKONAWCY

to o czym piszesz a tykasz sie archotekta - to powinno byc zlecone DEVELOPEROWI - czyli komus ktos sie zajmuje wszystkim - czyli kupuje grunt, stara sie o wszelkie pozwolenia, buduje i oddaje Ci klucze do domu
a Twoj architekt to jest wlasnie projektant w DTP - ktos do niego przychodzi, zeby cos zaprojektowal, i ew. zlozyl

no i ten Twoj architekt zabije Cie smiechem, jak mu powiesz, ze chcesz dostac "pliki"/materiały otwarte :D
no chyba ze mu zaplacisz za wylacznosc ;) ale tez nie dostaniesz nic wiecej poza tym co juz masz - tzn wydrukowana sterte papieru a nie pliki zrodlowe z obliczeniami

1. Umowa o dzieło nie jest niczym innym jak bardzo specyficzną umową
kupna-sprzedaży. A to po stronie sprzedającego ciąży obowiązek
poinformowania klienta o możliwych opcjach, możliwościach, uprzedzeniu o
występujących uniedogodnieniach, itd.
Choćby ze mnie pasy darli, to cały czas będę uważał, że niepowiadomienie
klienta o przysługujących mu prawach, możliwościach, opcjach, itp. jest
niczym innym, jak nieuczciwością.


ok ;) czyli KAZDEGO klienta edukujesz w kwestii, CMYK, pasowanie, kalibracja monitora, jak sie robi zdjecia, po co na statywie, oswietlenie, rodzaje blach, czasy naswietlania blach, sposob zakladania blach na maszyne, rodzaje farb, czas schniecia, itp/itd ?? ;) co mu moze wyjsc a co nie wyjdzie, kiedy, jak i dlaczego ?? ;) i dlaczego ma nie sikac na gniazdko elektryczne ?? ;)

jak juz inni pisali - gdyby klient chcial sie dogadac i zalatwic sprawe kulturalnie - to tego watku w ogole by nie bylo, a skoro klient zaczal marudzic i probowac wydoic zleceniobiorce - to czemu U_2 miala by sie poddac ? jak ktos jest cwaniaczkiem i szuka jeleni - to trzeba mu pokazac, ze nie tedy droga

robin


Witam wszystkich.

Od tygodnia jestem właścicielem Freelandera, którego ze wzgledu na swój pobyt tutaj zakupiłemw Anglii.
Przed kupnem szukałem informacji jak załatwic formalności związane z rejestracja samochodu i niegdzie nie znalazłem opisu "krok po kroku". Dlatego poniżej przedstawiam jak wyglądało to w moim przypadku.

Więc juz po znalezieniu samochodu w komisie (bo tak kupowałem) czas na jazdę próbną. W UK ubezpieczenie nie jest wystawiane na samochód tylko na kierowcę więc już tu pojawiły sie moje wątpliwości, szczególnie dlatego, że jazda próbna była moja pierwszą jazda samochodem w ruchu lewostronnym. W przypadku kiedy samochód jest kupowany w komisie jak mój, rozwiązanie jest dość proste, ponieważ tego typu placówki mają ubezpieczone samochody na czas jazdy próbnej na jakiekokolwieg kierowcę wiec nawet w razie nieszczęścia nie ma problemów prawnych. Kiedy kupujemy samochód od właściciela prywatnego jest szansa, że ma on ubezpieczenie typu "any driver" czyli ktokolwiek pojedzie samochodem jest ubezpieczony. Gdy tego nie ma, proponuje zrobic podobnie jak ja, czyli iść obejżeć samochód z każdej strony odpalić, posprawdzać i jak ktoś jest takim tchórzem jak ja i n ie chce jechać na test drive bez papierów skoczyc do najbliższej agencji ubezpieczającej i kupić ubezpieczenie na mozliwie najkrótszy okres. Ja kupiłem na tydzień i kosztowało mnie to 20 funtów.

Gdy juz wybierzemy i zdecydujemy sie na samochód trzeba go kupić. Cena wyjściowa za moje autko była 3300 z półroczną gwarancją. Udało się zejść do 2850 więc warto sie targować.

UMOWA

W UK nie ma czegoś co przypominałoby umowe kupna sprzedaży, tudzież fakturę VAT. Jako nowy właściciel otrzymałem kwitek wycięty z dowodu rejestracyjnego, na którym oryginalnie wydrukowany jest nr rej samochodu a ręcznie wpisane moje dane. To wszystko. Nowy dowód przychodzi pocztą po kilku tygodniach. Tablic rejestracyjnych sie nie zmienia. Procedura = zero kosztów.

UBEZPIECZENIE

Jak wcześniej wspominałem boję sie jeździc na lewusa więc skorzystałem z oferty ubezpieczenia w firmie Norwich Union. Tygodniówka za 20 funtów. Przez tydzień czasu mogłem zorientować się w ofertach innych korporacji, a i tak roczne ubezpieczenie wyszło najlepiej w tej samej firmie bo kosztowało mnie 1015 funtów. Pierwsza rata 115 reszta spłacana miesięcznie. Dodam, że samochód w angielskiej nomenklaturze ubezpieczeniowej jest w kategorii 11 (bodajże na 15), więc w wysokiej i nie mam żadnych zniżek. Z tego co wiem polskie zniżki są tu akceptowane.
Zmiana ubezpieczenia tygodniowego na całoroczne polegała na wykonankiu telefonu do NU i wyrażeniu takowej chęci. Po dwóch dniach poczta dostałem nową polisę wraz z rozpiską rat.

Progi ubezpieczenia.

1. Third Part Only (TPO)
Coś a'la nasze OC. I tylko OC. Bez żadnych dodatków.

2.Third Party Fire & Theft (TPF&T)
Pełne ubezpieczenie bez AC. Pokrywa wszystko oprócz strat, które sami sobie wyrządziliśmy. Obejmuje odszkodowanie za kradzież samochodu.

3.Comprehensive
Pełna opcja, łącznie z samochodem zastępczym, ściaganiem z trasy itp., itd. Na to się zdecydowałem.

MOT

...czyli badanie techniczne. Typowy polski przegląd. Mój freelander ma jeszcze rok czasu więc nie robiłem jeszcze.

ROAD TAX

Podatek drogowy. Za moje auto 115 funów za pół roku. Po zakupie samochodu i ubezpieczeniu z wycinkiem z dowodu i polisa spacerek na pocztę, zapłata, odbiór tarczki na szybę i wsio.

Po tym można śmigać.

Jeżeli ktoś ma jakieś pytania dotyczące tego tematu prosze o kontakt, postaram sie pomóc.

Powodzenia.

Jesli chodzi o import lodzi z Wysp Brytyjskich do Polski to sprawa jest stosunkowo prosta. Po pierwsze trzeba spisac ze sprzedajacym umowe zawierajaca dane lodzi: marka, model, typ, numery fabryczne(jesli posiada), wymiary, na ile osob, itp.. Poza tym jesli lodz jest z silnikiem(obojetne czy zaburtowy czy wbudowany) to w umowie musza byc jego dane(czyli marka, model, itd..). Jesli lodz byla zarejstrowana, to wlasciciel musi ja wyrejstrowac i dac potwierdzenie o wyrejstrowaniu. Jesli nie byla rejstrowana to dobrze jest napisac w umowie, ze lodz nie byla rejstrowana w zadnym rejstrze w kraju pochodzenia. Bedzie to potrzebne przy rejstracji w Polsce. W Angli wiekszosc lodzi sportowych oraz turystycznych nie jest rejstrowana ze wzgledu na to, ze nie jest to wymagane. Poza tym nalezy zapytac wlasciciela czy posiada dokumenty do lodzi( faktura zakupu, instrukcje obslugi,karty gwarancyjne, rachunki za serwisowanie, itp..). Jesli takowe sa, to w umowie nie trzeba pisac szczegolowych danych lodzi lub silnika, aczkolwiek w Angli lodzie dosyc czesto zmieniaja wlascicieli i po kilku latach po dokumentach nie ma sladu. Poza tym w tym kraju wiekszosc ludzi nie przywiazuje uwagi do dokumentow. Osobno nalezy spisac umowe na przyczepke oraz zapytac o posiadane dokumenty(malo prawdopodobne!). W Angli nie ma dowodow rejstracyjnych na przyczepki wiec sie go nie dostanie( z czego wynikna KOSMICZNE JAJA w Polsce!), aczkolwiek mozna udac sie do oddzialu DVLA (wydzial komunikacji) i sprobowac uzyskac potwierdzenie ze dana przyczepka nie byla rejstrowana bowiem.... nie rejstruje sie ich! Jest to malo prawdopodobne, albowiem DVLA nie chce wystawiac ZADNYCH potwierdzen na cos czego nie mieli lub nie maja na ewidencji. Sprobowac jednak warto, czasem sie udaje.

Jak juz mamy wszystko zalatwione to wyniknie problem z trasnportem lodzi do Polski, bowiem przyczepka nie posiada numeru rejstracyjnego( tam uzywa sie tego samego numeru jaki ma samochod ciagnacy) wiec:
-namalowac tablice rejstracyjna z numerem wlasnego auta i powiesic na przyczepce(jaja w przypadku kolizji, polskie ubezpieczenie nie obejmuje przyczepki, tym bardziej nie zarejstrowanej!)
-zabrac z Polski numer rejstracyjny innej przyczepki(zarejstrowanej i ubezpieczonej!) i powiesic(majac nadzieje ze nie trafimy na szczegolowa kontrole)
-wyslac wszystko do Polski na ciezarowce.
-kupic lodz bez przyczepki i pojechac po nia z wlasna przyczepka, zarejstrowana i ubezpieczona w Polsce.

Po powrocie nalezy najpierw opic nowy nabytek(''lodka Bols'', ''10 w skali Beauforta'',itp..), moze sie bowiem zdarzyc, ze za chwile bedziemy pili z rozpaczy w co ''utopilismy'' nasze ciezko zarobione pieniadze...

Potem ruszamy w nierowny boj z polska biurokracja. Na poczatek trzeba przetlumaczyc umowy na lodz i przyczepke na jez. polski u tlumacza przysieglego. Nastepnie proponuje zadzwonic do lokalnego Urzedu Skarbowego po interpretacje w sprawie podatku(jednym mowia ze placic, innym ze nie...). Potem pozostaje nam udac sie do PZMINW(lub do innego zwiazku lub rejstru w zaleznosci od posiadanej jednostki), wypelnic wniosek o rejstracje(tu beda nam potrzebne wszystkie dokumenty,rowniez ten mowiacy o tym czy dana jednostka byla czy nie byla rejstrowana w kraju pochodzenia), zaplacic wpisowe i czekac na odbior dokumentu rejstracyjnego. Czasami przed rejstracja wymagany jest jeszcze przeglad techniczny, ale to dotyczy raczej wiekszych jednostek plywajacych po mozu(PRS, niech ktos mnie poprawi jak sie myle bo nie jestem pewien).

Na koniec wisienka do tortu(a raczej powod do zalamania psychicznego) czyli oslawiony wydzial komunikacji.Potrzebne: umowa kupna-sprzedazy przetlumaczona przez tlumacza przysieglego oraz karabin zeby zastrzelic urzednikow w wydziale komunikacji! Na 100% zarzadaja dowodu rejstracyjnego z Anglii lub zaswiadzczenia o braku takiego dowodu z DVLA. Nie pomoze tlumaczenie, ze nie istnieja tam dowody rejstracyjne dla przyczepek. Pozostaje zastrzelic urzednika wydzialu komunikacji lub:

a) przedstawic wydrukowany paragraf angielskiej ustawy o ruchu drogowym mowiacej o braku koniecznosci rejstracji przyczepek wraz z tlumaczeniem na polski przez tlumacza przysieglego

b) przedstawic dokument wydany przez wydzial eksportu DVLA o tym ze dana przyczepka(marka, model, nr. nadwozia, itp..) nie byla rejstrowana w Angli z powodu braku koniecznosci jej rejstracji.

Jesli przyczepka jest fabryczna i posiada tabliczke identyfikacyjna z numerem nadwozia to pol biedy(sprawdzic czy posiada numery nabite ROWNIEZ na ramie, inaczej upier... na przegladzie, jesli nie to nabic je samemu przed przegladem byle by byly zgodne z tymi z tabliczki).

Jesli przyczepka jest samorobka z Angli to albo wyzlomowac ja albo zarejstrowac jako SAM zbudowany samemu w garazu, ale NIE mowic ze byla sprowadzona z Angli bo wtedy przedstawia takie zadania dotyczace dokumentacji, ze prawdopodobnie wasz wnuk dokonczy proces rejstracji w przyszlym stuleciu...

Pozdrowienia. Zygmunt.

Czesc.

Mialem na dniach nie mila przygode.

W kwietniu 2005 roku mialo miejsce wlamanie do sklepu z elektronarzedziami w
Olsztynie, przy okazji zginelo 5 kombinezonow motocyklowych. W czerwcu
nazbieralem troche gotowki celem nabycia odpowiedniego ubranka, niestety w
gre wchodzilo cos uzywanego. Rozpuscilem widomosc ze kupie kombinezon wsrod
znajomych. Po 2 tygodniach dostalem namiar na czlowieka ktory posiadal kilka
kombinezonow na sprzedaz. Zadzwonilem umowilem sie na spotkanie,
przyjechalem do domu sprzedajacego wraz z kolezanka w olsztynie. Czlowiek
ten mial dwa kombinezony na sprzedaz w rozmiarach jakie mnie interesowaly.
Zapytany skad je ma i czy nie sa kradzione zapewnil mnie ze przywiozl je
legalnie z niemiec. Przymierzylem obejzalem dogadalem sie co do ceny i
kupilem od niego jedna sztuke. Kombinezon uzytkowalem przez caly sezon,
wiekszosc z Was mnie zna i widzieli mnie nie raz. Wczoraj przyjezdza do mnie policja z
nakazem rewizji domu, interesowal ich kombinezon. Zabieraja mi kombinezon ,
a ja zostaje zatrzymany. Na komendzie dowiaduje sie ze czlowiek ktoremu
zginely kombinezony znalazl moje zdjecie w internecie i stwierdzil ze mam
jeden z jego ukradzionych kombinezonow, na co przedstawiaja mi wydruk strony
internetowej. Zostalem oskarzony o wlamanie i kradziez. Na zakupiony
kombinezon nie mialem zadnej umowy kupna-sprzedaz. Wyjasniam pochodzenie
kombinezonu, jedziemy wraz z "oddzialem" nagrzanych policjantow pod adres
gdzie kupilem kombinezon. Panowie policjanci robia wjazd na lokal w
kominiarkach i ostra bronia w rekach, zastajemy czlowieka od ktorego kupilem
ubranko, zatrzymuja go spinaja w kajdanki po czym nastepuje rozmowa.
Czlowiek ten potwierdzil ze sprzedal mi jeden z kombinezonow, twierdzi ze
przywiozl je z niemiec ( facet zyje z handlu uzywanymi gratami z niemiec,
mial kaski, czesci do samochodow, komorki , nic nie bylo kradzione
sprawdzali i na wiekszosc mial faktury zakupu a sprzet elektroniczny nie byl
zgloszony ze zostal gdzies skradziony ) jednak nie mial na to zadnego
dokumentu. W miedzy czasie sciagaja czlowieka ktoremu zginely kombinezony.
On pokazuje zdjecie wiszacego na wieszaku kombinezonu identycznego z moim,
oni mu pokazuja moj kombinezon, facet stwierdza ze " o wlasnie to jest taki
sam jak moj, to ten! " zapytany po czym poznal stwierdza ze po tym ze na
plecach jest ochraniacz z gombki ktory sam tam wlozyl. Kombinezon mial
komplet wkladek nie tylko na plecach, wydaje mi sie ze jest to standard i w
kazdym nowym kombinezonie tego typu jest caly komplet ochraniaczy. Nie
przedstawiajac zadnego dowodu zakupu ani innych argumentow policjanci oddaja
moj kombinezon jako ten ktory zostal skradziony. Na dodatek razem z moimi
slajederami ktore dokupilem, i byly innej firmy niz caly kombinezon na co
nie mam rachunku, kupilem uzywane. Po zlozeniu wyjasnien zostaje zwolniony
do domu , a czlowiek od ktorego kupilem kombinezon zostaje zatrzymany na 3
miesiace. Jak mozna udowodnic w sadzie ze takich kombinezonow jest duzo i
kazdy jest taki sam, moj byl w stanie jak nowy bez ryski, bez zadrapan czy
jakichkolwiek uszkodzen. Czy da sie zidentyfikowac konkretna sztuke
kombinezonu? Maja one jakas specjalna wszywke z numerem identyfikacyjnym?
Musze dodac ze kombinezon gdy go kupowalem wygladal na lekko uzywany, drugi
byl bardziej zniszczony. Rozmiar praktycznie na kazdego faceta - 52. Byl to
kombinezon Buse Performance. Macie jakies pomysly co mozna zrobic? Na
dodatek musze sie jeszcze zglosic na komende na badania genetyczne bo na
miejscu wlamania znaleziono jakies slady genetyczne. Postawiono mi zazut
"nieumyslnego paserstwa" , nie wiem nawet czym to grozi. Jak dla mnie chora
sytuacja, kazdy kombinezon jest taki sam, bez znakow szczegolnych , nie da
sie wizualnie po roku czasu okreslic czy to jest ta sama sztuka, tymbardziej
po samym zdjeciu zrobionym z 3 metrow, wiszacego kombinezonu na wieszaku.
Macie pomysly? Bo nie dosc ze zostalem bez kombinezonu za ktory zaplacilem
calkiem sporo to jeszcze zostalem paserem.

Dawno dawno temu, za siedmioma gorami, za siedmioma rzekami dzialy sie
dziwy nieslychane...a bylo to tak:

kupilem bylem w kisosku karte do telefonu prepaid. Szczesliwym trafem
zabralem ze soba paragon zakupu i zdrapawszy zdrapke wzialem sie za
wklepywanie czternastocyfrowego numerka, ktory sie pod nia ukazal. Po
wklepaniu numerka uslyszalem w swoim telefonie mily glos automatycznego
biura obslugi: "Wprowadz czternastocyfrowy kod znajdujacy sie na
odwrocie karty. Czynnosc te zakoncz wciskajac krzyzyk". Wpisalem zatem
kod ponownie, wcisnalem krzyzyk i uslyszalem znowu "Wprowadz
czternastocyfrowy kod znajdujacy sie na odwrocie karty. Czynnosc te
zakoncz wciskajac krzyzyk". Sadzac, ze mnie sluch myli rozlaczylem sie i
polaczylem ponownie ("Wprowadz czternastocyfrowy kod znajdujacy sie na
odwrocie karty. Czynnosc te zakoncz wciskajac krzyzyk") po czym sytuacja
powtorzyla sie. Doszedlem do wniosku, ze moze mnie zawodzi wzrok - fakt
faktem lata juz nie te, a numerek wydrukowany malutkimi cyferkami, byc
moze pomylilem gdzies jakies zero z osemka albo szostka. Podszedlem wiec
do sprawy metodycznie i wpisalem ("Wprowadz czternastocyfrowy kod
znajdujacy sie na odwrocie karty. Czynnosc te zakoncz wciskajac
krzyzyk") kolejno wszystkie mozliwe a sensowne permutacje (zakladajac,
ze nie pomylilem dwoch cyfr zgola roznych jak 1 i 8 na przyklad). Po
wysluchaniu po raz 26 milego komunikatu "Wprowadz czternastocyfrowy kod
znajdujacy sie na odwrocie karty. Czynnosc te zakoncz wciskajac krzyzyk"
udalem sie juz z lekka zdenerwowany do sklepiku, w ktorym karte nabylem.
Czekala mnie tam niespodzianka - mila panienka, ktora sprzedala mi karte
odmowila przyjecia reklamacji "bo to Panie trzeba do salonu". Moje
tlumaczenia (ze umowa kupna-sprzedazy byla zawarta miedzy mna a jej
firma i ze obowiazki rekojmi spoczywaja nie na producencie, ktory w
ogole nie jest strona w sprawie ale na sprzedawcy) odniosly mniej-wiecej
taki skutek jak wczesniejsze proby przekomarzania sie z milym glosem
("Wprowadz czternastocyfrowy kod znajdujacy sie na odwrocie karty.
Czynnosc te zakoncz wciskajac krzyzyk"). Chcac nie chcac udalem sie do
najblizszego salonu (mieszczacego sie przy alei naszego Wieszcza
niedaleko kina o dzwiecznej nazwie SrernyEkran), w ktorym kolejna mila
panienka w informacji dala mi numerek (jak dzis pamietam - 211) i
poinformowala mnie, ze musze poczekac jakis kwadrans, poniewaz
konsultanci sa zajeci. Posiedziawszy trzy kwadanse katem ucha zlowilem
jak owaz panienka powtarza toz samo kolejnemu natretowi, ktory pojawil
sie w salonie. Na moje niesmiale uwagi, ze kwadrans ma 15 minut zas ja
czekam juz 45 (i tak mialem niezle, jakas pani przede mna czekala druga
godzine) a kolejka sie nie wydluza otrzymalem odpowiedz (jeszcze nie
zgadliscie?) ze wszyscy konsultanci sa zajeci i trzeba poczekac jakis
kwadrans. Juz zupelnie zrezygnowany podjalem probe dostania sie przed
oblicze jakiegos miejscowego szefa ew. wpisania sie do ksiazki
reklamacji. Nie zdziwie Was juz chyba - o moi wytrwali Czytelnicy - ze
odpowiedz brzmiala mniej-wiecej: szefa tu zadnego nie ma, moze Pan
porozmawiac z konsultantem, ale wszyscy konsultanci sa zajeci i trzeba
poczekac jakis kwadrans. Poniewaz nie mialem lusterka nie wiem jak
wygladala moja mina, ale zauwazylem, ze kilku barczystych Panow w
garniturach, przebywajacych w salonie najwyrazniej sluzbowo przyglada mi
sie z rosnacym zainteresowaniem usiadlem wiec potulnie w kaciku i
czekalem az na tablicy zaswieci sie numer 211, co po kilku chwialach
rzeczywiscie nastapilo. Z nadzieje w sercu udalem sie wiec do czegos
posredniego miedzy klatka a pudelkiem, w ktorym siedziala mila panienka
w sluzbowym bialo-czarno-zielonym wdzianku. Po wysluchaniu mojej
opowiesci popatrzyla na mnie jakos tak dziwnie, zabrala karte i udala

ze "karta zostala juz wczoraj wykorzystana". Na moja niesmiala uwage, ze
dopiero dzis karte nabylem o czym swiadczy paragon z kasy fiskalnej mila
Pani zabrala mi karte i paragon dawszy w zamian kserokopie kwitku
zgloszenia reklamacji. Musze uczciwie przyznac, ze na moja prosbe
przystawila nawet na owym kwitku pieczatke i podpisala "za zgodnosc".
Tak czy inaczej nie dostalem w efekcie ani swoich pieniedzy ani karty
jedynie obietnice, ze "w ciagu 14 dni zgloszenie zostanie rozpatrzone".
Na moja niesmiala uwage, ze nie jestem zainteresowany kredytowaniem
dzialanosci operatora telefoniii komorkowej dowiedzialem sie, ze "taka
jest procedura, moze Pan pisac do Warszawy", po czym - starym zwyczajem
nastapilo zapetlenie i odpowiedz owa byla powtarzana niezaleznie od
wprowadzonego kod - tfu - wysuwanych argumentow. Uznawszy, ze nic wiecej
nie zwojuje wyszedlem na korytarz i - nie majac zaufania do kart udalem
sie do kasy, w ktorej zamierzalem wplacic 25 zlotych celem nabycia
jakichs impulsow do mojego telefonu. Pani w kasie juz po pieciu minutach
goracej polemiki dala sie przekonac, ze nie jest konieczne wyciagniecie
przeze mnie kolejnego numerka i ponowne odstanie swojego w kolejce (tym
razem moja mina przekonalaby chyba nawet owych Panow w garniturach,
ktorzy zreszta sie gdzies pochowali), po czym zainkasowawszy 25 zlotych
zniknela gdzies na zapleczu. Po kolejnych 10 minutach stania przed
pustym okienkiem kasowym zaczalem nieco sie niepokoic. Alisci
nieslusznie, bowiem na moje gromkie "jest tu kto?" z zaplecza wychylila
sie owaz mila Pani z informacja "no przeciez probuje caly czas
wprowadzic w terminal te pana impusly tylko mi nie wchodza". Z rosnacym
zainteresowaniem czekalem dalej, kto okaze sie wytrwalszy - automat
(zapewne recytujacy "Wprowadz czternastocyfrowy kod znajdujacy sie na
odwrocie karty. Czynnosc te zakoncz wciskajac krzyzyk" lub cos
podobnego), czy zywy pracownik mojego ulubionego operatora. Ku mojej
radosci okazalo sie jeszcze raz, ze intelekt naturalny goruje
zdecydowanie nad sztucznym i impulsy w koncy weszly, a ja wyszedlem
lzejszy w sumie o 75 zlotych i starszy o jakies kilka godzin za to z
nabytym za te cene nowym doswiadczeniem zyciowym.
Moralu nie bedzie - jako sie obiecalo w tytule). Bajke te dedykuje
wszystkim milym Paniom, Panienkom i Panom, w szczegolnosci
odpowiedzialnym za kontakty z klientem, marketing i szkolenie
pracownikow . Wszelkie podobienstwo do jakichkolwiek firm, postaci i
osob rzeczywistych jest - jak to w bajkach bywa - rzecz jasna
niezamierzone i zupelnie przypadkowe.

Maciej


Krzysztof:

Wydawnictwo A zamawia u firmy B sklad ksiazki.
Dostaje w wyniku klisze (cd-rom z *.ps tez dostaje,
ale oficjalnie tylko klisze). Sklad jest robiony fontem
np. Kuba-Black-Extended-Expert. Wydawnictwo
A nie kupilo tego fontu, ani nie ma na niego licencji.
Firma B ma licencje na uzywanie fontu i uzywa go
do robienia skladów dla swoich klientów.
Po jakims czasie jakis czlowiek z ruda broda niucha
w ksiazce swoje jedynie-sluszne ogonki. Sprawdza,
ze wydawnictwo nie ma licencji. Teraz pytania:
1. Czy Wydawnictwo A popelnilo przestepstwo
(wg. polskiego prawa).


Wraz z zakupem fontu firma B nabywa prawa korzystania z danego fontu na
okreslonej liczbie stanowisk. Nie nabywa ani osobistych praw autorskich (bo
te sa niezbywalne) ani calosci majatkowych praw autorskich (bo ich sprzedaz
zwiazana jest z duzo wyzszymi kosztami).

Jezeli firma B kupuje u kogos (np. czlowieka z ruda broda) adaptacje dziela
(a wiec polonizacje), a zatem równiez nabywa tylko prawa uzytkowania tej
adaptacji na okreslonej liczbie stanowisk, i to tylko w powiazaniu z
oryginalna licencja. Klient musi wiec albo kupic okreslona liczbe licencji
na uzytkowanie dziela w wersji adaptowanej (a wiec fontu Bitstream czy ITC w
wersji spolszczonej przez Kube), albo tez jezeli posiada licencje na
oryginalne fonty (np. dolaczone do programu Corel DRAW!), moze próbowac
wynegocjowac u adaptatora oplate tylko za sama adaptacje (co akurat w
przypadku firmy ThETA raczej nie ma sensu, bo oni nie sprzedaja fontów na
sztuki).

Jezeli teraz ja chcialbym innemu klientowi przekazac font, to musialbym znów
kupic jedna licencje oryginalu i wówczas móglbym przekazac ja klientowi,
albo albo tez musialbym sklonic klienta, aby to on kupil oryginal. Gdyby
fonty sprzedawane byly na sztuki (tak jak to ma miejsce np. w przypadku URW
czy Linotype), nie byloby problemu -- jezeli wydawnictwo A nie posiada
licencji na font, firma B kupuje jedna licencje tego fontu i kwote te
umieszcza na rachunku wystawionym przez firme B wydawnictwu A, jednoczesnie
przekazujac wydawnictwu ów font wraz z licencja. Alternatywnie, firma B
sklania wydawnictwo A do zakupu licencji na font.

Nic w tym zreszta niezwyklego -- jezeli np. wydawnictwo A zleciloby firmie B
zlozenie broszury, w której zamieszczone bylyby zdjecia objete ochrona
prawnoautorska (np. zdjecia PAP, znanych fotografów albo zdjecia z tzw.
Stock Libraries), to firma B moglaby sklonic wydawnictwo A do kupna licencji
na jednokrotne uzycie tych zdjec, albo tez samemu kupic te licencje, zas w
rachunku wystawionym wydawnictwu A umiescic cene zakupu tejze licencji jako
"koszty obce". We wszystkich ww. przypadkach jednokrotne lub wielokrotne
prawa eksploatacji utworu (zdjecia, fontu) przechodza na wydawnictwo A,
firma B jedynie posredniczy. Oznacza to w szczególnosci, ze firma B nie moze
sobie zachowac kopii owego zdjecia czy fontu i uzywac go dalej.

Oczywiscie mowa tu caly czas o licencjach podstawowych. W przypadku zdjec
czy innych tego typu utworów podstawowa licencja zezwala zwykle na
*jednokrotne* wykorzystanie utworu, zwykle na jednym stanowisku. W przypadku
tzw. royalty-free photos, programów komputerowych lub fontów, licencja
zezwala najczesciej na wielokrotna eksploatacje danego utworu na okreslonej
licznie stanowisk (zwykle na jednym, czasem do pieciu).

Mozliwe sa naturalnie tez inne umowy licencyjne. Gdybys np. chcial od
producenta fontu nabyc wylaczne prawa do uzytkowania
fontu -- co czesto zdarza sie w przypadku tzw. Corporate Identity, np.
fontu Apple Garamond, Renault czy Corporate A (Mercedes-Benz) --
wówczas musialbys jednorazowo zaplacic kilka (2-3) tysiace dolarów,
albo tez ok. 200% wiecej za kazda jednostkowa licencje (a wiec po $300
za licencje). Wówczas autor nie móglby sprzedac fontu nikomu innemu,
ale klient w dalszym ciagu nie móglby wprowadzac poprawek na wlasna
reke, ani zlecic tego konkurencji.

Jezeli dodatkowo chcialbys nabyc krój na "na wlasnosc" (a wiec nabyc
autorskie prawa majatkowe) musialbys zaplacic dodatkowo ok.
200% sumy, a wiec razem jakies 10 tys. dolarów.

Mozliwe sa naturalnie umowy gdzies "pomiedzy", np. Daimler-Benz nabyl
wylaczne prawa uzytkowania krojów Corporate A, E, S na trzy lata, a
po tym czasie autorzy mogli zaczac sprzedawac font innym.

Najistotniejsze jest to, by grafik pamietal o rozróznieniu miedzy licencja
niewylaczna, licencja wylaczna, przeniesieniu czesci lub calosci praw
autorskich.

Na koncu dolaczam odpowiednie (najistotniejsze w tym wzgledzie) fragmenty
ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (z
pózn. zm.).

2. Jesli (1) to co ma zrobic, zeby nie (1)


Jak pisalem powyzej, firma B powinna kupic kolejna licencje na uzytkowanie
danego fontu i przeniesc te licencje na wydawnictwo A (jednoczesnie
wystawiajac wydawnictwu odpowiedni rachunek), albo tez namówic wydawnictwo
do zakupu takiej licencji bezposrednio u producenta. Dopiero, gdy firma B
jest pewna, ze wydawnictwo A posiada licencje na uzytkowanie danego utworu
(w przypadkach watpliwych firma B powinna zazadac od wydawnictwa A okazania
licencji), moze do CD-ROMu z archiwum danej pracy dolaczyc fonty.

Sam fakt dolaczania fontów w celach archiwalnych jest co prawda scisle rzecz
biorac niezgodny z podstawowa licencja, ale mozna na niego przymknac oko,
jezeli obie strony maja odpowiednie licencje -- w koncu chcemy miec w jednym
miejscu wszystkie rzeczy zwiazane z danym projektem. Jednak otwieranie i
odtwarzanie plików z takiego archiwum moze byc dokonywane jedynie przez
osoby dysponujace licencja na tego typu praktyki.

3. Co Czlowiek-Z-Ruda-Broda moze zrobic, w szczególnosci,
  czego musi dowiesc.


W mysl art. 79 i 80 ustawy, twórca moze zadac od osoby, która narusza prawa
autorskie twórcy, odpowiedniego odszkodowania na drodze cywilnej. Poza tym
naruszajacemu prawa autorskie grozi równiez odpowiedzialnosc karna.

Niestety szczególy rozwazan, w jaki sposób pokrzywdzony moze dowiesc, ze
jego prawa zostaly naruszone, sa zbyt obszerne, by je tu omawiac.

1. Czy Wydawnictwo A popelnilo przestepstwo
(wg. polskiego prawa).


O tym, czy popelnilo przestepstwo, zadecyduje sad w postepowaniu karnym.
Poza tym twórca moze dochodzic swych praw w postepowaniu cywilnym. Zwykle
pokrzywdzony twórca obiera obydwie drogi postepowania.

4. Czy zamiawiajac u kogos prace odpowiadam, za to, ze ktos
  to zrobil nielegalnym fontem, albo ekspresowo ukradzionym
  Quarkiem.


W zasadzie nie. Ty mozesz odpowiadac tylko za wlasne czyny. Jezeli wykonawca
wykona prace nielegalnie posiadanym fontem a Tobie przekaze gotowe wydruki,
nic Ci do tego, czy jego font byl nielegalny, czy nie. Równiez, jezeli
przekaze Ci tego fonta jako dodatek do archiwum pracy, tez nic Ci do tego,
czy jego font byl nielegalny. Natomiast w tym ostatnim przypadku CIEBIE
powinno interesowac czy TWÓJ font jest legalny -- tzn. biorac od wykonawcy
font, musisz upewnic sie, czy Ty posiadasz odpowiednie licencje.

A jezeli jestes wykonawca, to musisz sie upewnic, czy przy przekazywaniu
fontu Ty, jak i Twój klient macie odpowiednie licencje, bo to Ty (wykonawca)
rozpowszechniasz utwór. Jak juz mówilem, scisle rzecz biorac w ogóle nie
wolno rozpowszechniac plików z fontami, jednak gdy obydwie strony maja
odpowiednie licencje, mozna argumentowac, ze przekazanie plików mialo
charakter jedynie archiwalny, tj. mialo na celu zagwarantowanie, ze
wszystkie pliki zwiazane z dana praca znajduja sie w jednym miejscu.

A ja dorzuce: czy Wydawnictwo ma prawo domagac sie zródel naszej pracy.
tj. wszystkiego w postaci elektronicznej, z czego powstala ksiazka?
(m.in. problem fontow)
(...)wlasnie umowa moze wymóc od nas przekazanie np. fontów.
To jest juz chyba niezgodne z licencja na fonty. A teraz jak
powinno sie zabezpieczyc, jesli przekazujemy wszystkie materialy
zródlowe: *.txt, *.tex, skanowane bitmapy czy *.eps, wektorówka
Metapostowa czy pliki *.100...*.nnn, etc. etc.


O tym, czy po wykonaniu calosci pracy klientowi przekazujemy jedynie
material
koncowy (PostScript/PDF ew. tylko klisze) oraz, rzecz jasna, wszystkie
materialy
powierzone, czy tez przekazujesz mu wszystkie materialy robocze (pliki
Illustratora/Corela/Quarka, pliki Photoshopa itp.), o tym decyduje wylacznie
umowa.

Moim zdaniem, za przekazanie materialów roboczych trzeba policzyc klientowi
ekstra, i to drugie tyle.

Postanowienia umowy niezgodne z ustawa sa niewazne. Umowa nie moze nas
zmuszac do czynnosci, do których nie mamy ustawowego albo licencyjnego
(umownego) prawa. A ani ustawa ani standardowe umowy (licencje) nie
zezwalaja (a nawet zabraniaja) rozpowszechniac w
jakikolwiek sposób fonty czy inne utwory obcego autorstwa.

Krzysztof:

a fontów NIE MOZESZ dostarczyc.
Wlasnie... czy nie mozesz? Czy dostarczenie fontów, tylko
do przegladania z zastrzzeniem, ze jesli sie chce ten
*.ps wydrukowac to trzeba font kupic jest przestepstwem?


Takie zastrzezenie nic nie da. Ustawa i standardowe umowy licencyjne
zabraniaja samego rozpowszechniania.

Czy dostarczenie fontu wewnatrz pliku *.pdf jest niedobre?



  Aby rozpowszechniac font "w pliku" pdf trzeba miec na to licencje od
  dostawcy fontu (o ile dobrze to rozumiem).


Dobrze rozumiesz. Niektóre firmy (np. Adobe, Microsoft, Linotype) zezwalaja
w swoich umowach licencyjnych na zagniezdzanie fontów w plikach PDF. Inne
firmy (np. FontShop, Emigre) tego stanowczo zabraniaja. W przypadku, gdy
umowa tego nie precyzuje, przyjmuje sie, ze fontów nie powinno sie
zagniezdzac fontów w calosci, tzn. powinno sie zawsze wlaczac subsetting,
ale zawsze robi sie to na wlasne ryzyko.

  Inna sprawa (i chyba od tego rozpoczela sie dyskusja): czy Wydawnictwo
  moze wydac ksiazke zlozona fontem do uzywania którego nie ma licencji...
  A czy drukarnia moze cos takiego drukowac?????


Naturalnie, ze moze. Po prostu wszyscy, którzy UZYWAJA danego FONTU (nie
kroju ...

więcej »